Większość Polaków pracujących na Wyspach tęskni za ojczyzną. Daria Piasecka wychowała się w Lublinie, dorastała w amerykańskim New Jersey, teraz mieszka w Londynie. Dlatego, jak sama przyznaje, tęskni podwójnie, może nawet potrójnie.
Daria to dobry przykład kobiety sukcesu. Od kilku miesięcy pracuje jako projektantka wnętrz w jednej z firm w londyńskim City. W miejscu, w którym wielu zapewne chciałoby pracować. W biurze i w domu rozmawia tylko po angielsku. Znajomi z pracy nawet nie wiedzieli, skąd pochodzi – Wyszło to na jaw dopiero, kiedy pewnego razu, podczas przerwy obiadowej w bufecie spytałam, czy w jadłospisie nie ma polskich pierogów – wspomina.
Daria pierwszy raz przyleciała do Londynu przeszło dwa lata temu, na wymianę studencką. Kończyła wtedy psychologię w New Jersey, w Stanach Zjednoczonych. Od pierwszej chwili urzekła ją stolica Anglii. Poznała chłopaka i postanowiła, że wróci tutaj po skończeniu studiów licencjackich. Magisterkę rozpoczęła już w Londynie – Rodzice marzyli, żebym została dziennikarzem albo lekarzem – mówi. – Mój ojciec pisze do polonijnego pisma w Nowym Jorku. Mama pracuje w szpitalu. Miałam zostać psychologiem rodzinnym – dodaje. Zdecydowała się jednak studiować architekturę na Inchbald School of Design w Londynie.
Łazorek ważniejszy od Picassa
Daria pokazuje niewielką widokówkę z albumu malarza Stanisława Jana Łazorka. Ma ją od kilkunastu lat – To mój ulubiony obraz z jego kolekcji – mówi – Kiedy byłam mała, sama próbowałam namalować rysunek, jak najbliższy oryginałowi. Nigdy mi się to nie udało. Ale miłość do rysowania pozostała. Niektórzy wolą Picassa albo Rembrandta, a mnie urzekł malarz z Kazimierza Dolnego, stamtąd już blisko do mojego rodzinnego Lublina – dodaje półżartem. Daria wspomina, że gdy miała przy sobie kartkę papieru, zawsze coś na niej bazgrała – Głupio się do tego przyznawać, ale robiłam to nawet podczas lekcji języka polskiego, kiedy mieszkaliśmy już Ameryce.
Na wyciągnięcie ręki
Dzisiaj Daria wynajmuje mieszkanie przy London Waterloo. Niedługo minie 15 lat, kiedy wraz rodziną wyjechała z Polski do USA.
– Może w moich żyłach płynie cygańska krew – wyznaje. – Kiedyś usłyszałam od kogoś, że ten, kto wyjeżdża z kraju na zawsze, pozostanie w rozkroku między ojczyzną a nowym miejscem zamieszkania – mówi. – Ciekawe, co ja mam teraz powiedzieć?
W Polsce ma dziadków, brata i ukochane kąty z dzieciństwa. W Stanach – przyjaciół i rodziców. W Anglii – pracę i partnera. Przyznaje jednak, że nie czuje się tak, jakby była pomiędzy młotem a kowadłem. – Raz w roku odwiedzam rodzinę w Polsce, bo z Anglii to tylko dwie godziny lotu – mówi. – Londyn to dla mnie przede wszystkim świetne miejsce do życia i pracy. Chyba najlepsze na świecie. Nie dziwię się, że tak wiele osób wyjechało z Polski na Wyspy, skoro tutaj wszystko jest na wyciągnięcie ręki. I ta niesamowita architektura – dodaje.
Przed przyjazdem do Londynu, taką zabudowę znała z okładek kolorowych gazet i telewizji.
– Kościoły zamienione na mieszkania nie są tutaj rzadkością. Nawet niektóre przystanki metra to architektoniczne arcydzieła. Projektanci wnętrz mają większe pole do popisu, niż gdziekolwiek indziej.
Daria wyciąga z teczki zdjęcia ekskluzywnych penthausów, loftów i dwupoziomowych apartamentów – Nie, ja tutaj nie mieszkam – zaznacza z uśmiechem. – Obecnie pracuję nad takimi projektami. Szczególnie interesują mnie domy i mieszkania.
Co może przynieść nowy dzień
Daria nie lubi robić planów. Mimo że bardzo dobrze jej się żyje i pracuje w Londynie, nie wyklucza powrotu do Stanów – Nie wiem, co będzie za dzień lub dwa, a co dopiero za rok. – mówi. – Anglicy są bardziej zdystansowani niż Polacy i Amerykanie. Dopiero po jakimś czasie stają się otwarci – przyznaje. – W USA zostawiłam wielu dobrych przyjaciół i bardzo za nimi tęsknię. Kiedy wrócę do Ameryki, to pewnie zatęsknię za Londynem. Chyba naprawdę mam w sobie odrobinę cygańskiej duszy – kończy.
Wojciech Rynkiewicz