18.03.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
WYDARZENIA 200

Wolverhampton żegna Stawinogę

Wolverhampton żegna Stawinogę

Józef Stawinoga, czyli „nasz kochany włóczęga”, „słodki staruszek zamiatający ulice”, „po prostu Fred”, a nawet „Szekspir”. Tak przez ponad trzy dekady nazywany był przez mieszkańców Wolverhampton polski weteran wojenny.

W poniedziałek 29 listopada świat usłyszał po raz ostatni o polskim włóczędze z Wolverhampton. Służby miejskie stwierdziły zgon staruszka po tym, jak znalazły jego zwłoki w namiocie, w którym spędził ostatnie trzydzieści lat.

O Stawinodze krążyły legendy wśród Anglików rozprawiających na temat powodów, które mogły wpłynąć na decyzję Freda o zamieszkaniu w szałasie w samym centrum skrzyżowania ruchliwych dróg miasta.
Przyjaciel Stawinogi, Juliusz Leonowicz, wyjawił historię byłego polskiego żołnierza na łamach „Gońca Polskiego” z 16 lutego 2007 roku.

Czytelnicy mogli się wówczas dowiedzieć o tym, jak Józef służył w armii polskiej. O tym jak trafił do Anglii u boku generała Andersa. Po wojnie postanowił jednak – jak wielu polskich żołnierzy – zostać na Wyspach. Ożenił się z Austriaczką i dostał pracę w zakładach przemysłowych w Bilston.

Niestety jego życie prywatne nie układało się najlepiej. Prawdopodobnie żona uciekła od niego po kilku latach małżeństwa. Wtedy to na początku lat 70. Stawinoga podjął decyzję o „rzuceniu wszystkiego”. Jak wspomina Juliusz Leonowicz, który również pracował w Bilston, „Józek kiedyś po prostu nie przyszedł do pracy”. Potem było już coraz gorzej. Z powodu braku pieniędzy musiał wyprowadzić się z wynajmowanego lokalu, a po tym, jak angielscy urzędnicy i policja kilkakrotnie przeganiali go z placów budowy i budynków przeznaczonych do rozbiórki, w których szukał schronienia, pewnego dnia rozbił namiot na wysepce – na środku skrzyżowania – i tak już został tam przez następne trzydzieści kilka lat.

Brian O'Leary z Wydziału Urzędu Miejskiego ds. Opieki nad Dorosłymi w Wolverhampton, powiedział, że miasto wielokrotnie oferowało Józefowi różne mieszkania. Niestety zawsze kończyło się jednak tak, że nawet jeśli Polaka nakłoniono do przeprowadzki, to po kilku godzinach uciekał z powrotem do swojego namiotu na skrzyżowaniu. Wyrozumiali Anglicy postanowili zatem uszanować jego decyzję i pomóc mu. Od tego czasu opieka nad nim polegała głównie na naprawie namiotu, dokonywanej co kilka lat przez wojsko oraz dostarczaniu przez Urząd Miejski regularnych posiłków. – W zamian za to nasz poczciwy staruszek zamiatał drogi. Wydaje nam się, że w ten sposób chciał podziękować, pokazać, że też może być pożyteczny – tłumaczy O’Leary.

Na brak jedzenia Józef nigdy nie narzekał, bo lubiany przez miejscowych, a przez społeczność hinduską uważany nawet za świętego, był co dzień obdarowywany kanapkami, słodyczami. Ofiarowywano mu nawet sprzęt domowego użytku, z którego jednak prawie nigdy nie korzystał. – Raz tylko, gdy przyniesiono mu lusterko nie mógł się nadziwić swojej twarzy, dotykał ją kawałek po kawałku, z niedowierzaniem, że to on – opowiada Juliusz Leonowicz.

Polski weteran był niezwykle popularny wśród miejscowych hindusów. Jak tłumaczy przewodniczący Krishna Mandir w Wolverhampton, Dershan Lalshadha, wyznawcy, którzy przychodzili do jego świątyni uważali Polaka za świętego, „bo nie posiadał ani nie dbał o żadne dobra materialne na ziemi”, i jak przypuszczali, jego ziemskie bytowanie polegało na kontemplowaniu i rozmowie z Bogiem.

Pod koniec tego lata polski Fred stał się także sławny dzięki stronie internetowej Face Book. Wtedy o polskim bezdomnym usłyszał cały świat. Ponad 4000 osób zostawiło komentarze na stronie założonej na jego cześć, zamieszczając na niej słowa wsparcia i hasła: „kochamy Cię nasz włóczęgo”, „staruszku jesteś najlepszy na świecie”.

Dorota Bawołek