07.10.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
FELIETONY 234

Czy chcemy drugiej Irlandii?

Czy chcemy drugiej Irlandii? Dwa miesiące temu, w biały dzień dwóch Polaków zostało zakłutych śrubokrętem w Dublinie. Zatrzymano dwóch czy trzech młodocianych sprawców, premier Ahern (wizytujący wtedy akurat Polskę) wyraził wyrazy współczucia, podobnie zrobiła prezydent republiki Mary McAleese.

Społeczność polska zorganizowała godzinę milczenia na miejscu zbrodni – oczywiście nikt z organizatorów nie ważył się zapraszać na „manifestację”, wielu na internetowych forach przestrzegało przed „epatowaniem nacjonalizmem” (nie zabierajcie polskich flag).
– Nie piętnujmy Irlandczyków, tylko konkretnych zabójców – wnoszą jedni. – Jeśli dojdzie do jakichś zamieszek czy aktów zemsty, to odium spadnie na wszystkich Polaków – napominają nielogicznie inni. A prasa tutejsza donosi, że Dublin zaczyna przypominać Los Angeles. Miasto kontrastów, gett, braku porozumienia, niewiary w kontekst, kontakt, komunikat i kod. Że przedmieścia opanowane są wieczorami przez nastolatków, że płoną samochody, że po prostu są bezkarni i doskonale o tym wiedzą.
Chcą w Polsce budować drugą Irlandię. Niech nie budują. Wszystko, co miało nogi i mózgi dawno z Irlandii uciekło i żaden to wzór. Irlandzka wieloletnia emigracja spustoszyła wyspiarską społeczność (emigracja jest gorsza niż śmierć, bo śmierć zabiera starych i spracowanych, a emigracja młodych i energicznych – mawiają sami Irlandczycy) i zostało zaorane pole. Zabronowały je miliony euro, które nagle dostały się w ręce wczoraj-biedaków. Narkotyki i wóda. Nie wiadomo nawet, po co emigrować do Londynu czy NYC, skoro rodzimy socjal zapewni jaki taki byt.
Wracając do morderstwa – byłem gotowy zaakceptować poprawną wersję zdarzenia, która brzmi: nadragowany Irlandczyk zabił w szale śrubokrętem dwóch mężczyzn. Padło na Polaków, bo on w swoim szalonym widzie nie rozpoznawał, z kim ma do czynienia...
Byłem, ale nie jestem. Bo jestem przeświadczony, że Irlandczyk Irlandczykowi by tego nie zrobił. Że dogadaliby się. Że rozeszliby się w końcu w swoje strony.
Ponadto słyszałem kilka razy, już po fakcie, wiernopoddańcze rozmowy Polaków z Irlandczykami na ten temat. I jak mantra powtarzało się, że w Polsce też to się mogło zdarzyć, że w Polsce też zabijają, strzelają do siebie, kroją nożami. Tania tolerancja polskiego rozmówcy nad świeżymi trumnami dobijała mnie. Gdzie w Polsce napada się na ulicy na przypadkowych obcokrajowców i morduje się ich?! No – gdzie?
Powstaje kolejne pytanie: Co – według tolerancyjnego – trzeba zrobić, żeby uznać coś, cokolwiek, za atak na Polaków?! Wystrzelić ze Schleswiga-Holsteina? I tak się zresztą okazuje, że to nie Niemcy atakowali, a naziści…
Nie zgadzam się z tanią tolerancją nad grobami. Wolę hodować swój gniew w ciszy, niż karmić nim świnie w poczuciu poprawności politycznej.
Zaraz potem szedłem – w biały dzień – przez Henry Street. Centrum Dublina. I widzę dwóch irlandzkich sześćdziesięciolatków, którzy witają się, wykrzykując: „Sieg heil”. Na tłumach ciągnących z Jervisa do Penneysa nie zrobiło to wrażenia, choć kilku przechodniów zawachlowało płowymi wąsami. A oni zarechotali i pogrążyli się w rozmowie, czy Purpurowa Gwiazda wygra dziś w kolejnej gonitwie i czy warto w związku z tym obstawić w Paddy Power.
Po co tu siedzę w takim razie, jak mi tak źle?
Daję radę – wokół mnie nie ma tolerancji. Czego życzę wszystkim emigrantom, którzy nie są „swoi” ani dla tych, ani dla tamtych. I muszą dojść do tego wniosku sami. Oby nie po trupach.    

Jacek Rujna