21.11.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
TEMAT NUMERU 245

Tajemnica śmierci generała

Tajemnica śmierci generała

Ekshumacja ciała Władysława Sikorskiego może dać odpowiedź na podstawowe pytanie: Czy generał zmarł w wyniku obrażeń doznanych w katastrofie, utonął czy też został zabity. Jeśli okaże się, że był to mord, nadal otwarta pozostanie kwestia, kto go dokonał, jak do tego doszło i jaki polityczny cel przyświecał zleceniodawcom.

Lato 1943 roku na Gibraltarze było piekielnie gorące. Mundury żołnierzy stacjonujących w brytyjskiej bazie wojskowej lepiły się do spoconych ciał. Ci z przepustkami zażywali ochłody w ciepłym jak zupa morzu, inni musieli pracować, chronić obiekty, przygotowywać się do przerzutu w inny rejon. Niektórzy nie wytrzymywali upału i omdlali padali jak muchy. Tak jak jeden z członków personelu przygotowującego Liberatora C-87 do nocnego lotu w kierunku Londynu, którego troskliwa załoga ułożyła w cieniu maszyny. To jego plecak, pozostawiony niefrasobliwie na skrzydle samolotu, miał być ponoć bezpośrednią przyczyną tragedii, która wstrząsnęła podbitą przez Niemców Polską, a może nawet zmieniła losy Europy. Czy jednak tak było naprawdę?

Klęska polityki naczelnego wodza
Generał Władysław Sikorski, naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier rządu RP na uchodźstwie, miał inne zmartwienia niż panująca wokół gorączka. 4 lipca 1943 roku już wiedział, że sprawa polska przegrywa z zakulisowymi sojuszami, zawiązującymi się w Europie, i próbami udobruchania Stalina.
Dwa miesiące wcześniej wyszła na jaw zbrodnia katyńska, dokonana przez Sowietów na tysiącach polskich oficerów i przedstawicieli inteligencji. Żądanie Sikorskiego, by okoliczności tego ludobójstwa zbadał Międzynarodowy Czerwony Krzyż, doprowadziło do tego, że legła w gruzach wcześniejsza, „aksamitna” polityka obozu generała. Sowieci zerwali w kwietniu stosunki z rządem polskim na uchodźstwie, a Sikorski stał się irytującą przeszkodą na drodze do ostatecznego przypieczętowania antyhitlerowskiej koalicji USA-Wielka Brytania-ZSRR.
Polityczny dramat naczelnego wodza pogłębiał fakt, że narastała wobec niego opozycja wewnątrz polskiego obozu emigracyjnego. I to ze zgoła innych przyczyn. Przeciwnicy, na czele z generałem Kazimierzem Sosnkowskim, mieli mu za złe wcześniejsze konszachty właśnie z Rosjanami. Cała grupa polityków sanacyjnych, z którymi Sikorski walczył od wczesnych lat 20., uznawała za niewybaczalny błąd traktowanie Sowietów jako partnerów do rozmów, a podpisanie umowy Sikorski-Majski o utworzeniu armii polskiej w ZSRR przyjęto w niektórych kręgach z wielkim oburzeniem.
Generał nie był niewinną ofiarą nagonki swoich wrogów. Plamą na jego życiorysie jest z pewnością bezpardonowa walka, jaką prowadził z piłsudczykami i politykami przedwojennej sanacji. Cień rzuca zwłaszcza utworzenie na szkockiej wyspie Bute obozu, do którego zsyłano – często bez przyczyny i pod zmyślonymi zarzutami – niewygodnych polityków i oficerów podejrzewanych o sprzyjanie grupie sanacyjnej.
Bomba komandora Kleczyńskiego
Gdy generał Sikorski przybył na Gibraltar, doskwierała mu nie tylko wysoka temperatura. Atmosfera wokół niego gęstniała z dnia na dzień, podsycana coraz częstszymi plotkami o puczu. Zresztą nie były to wyłącznie niesprawdzone pogłoski i czcza gadanina politycznych rywali.
Informacje o udaremnionych zamachach były utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Podejrzewa się, że przed tragedią na Gibraltarze dwa samoloty, którymi podróżował Sikorski, mogły być obiektami sabotażu. Warto w tym miejscu przypomnieć jedno zdarzenie, które wręcz skrzy się od niedopowiedzeń i absurdalnych zwrotów akcji.
W marcu 1942 roku komandor Bohdan Kleczyński, członek załogi Liberatora transportującego generała i jego świtę ze Szkocji do Montrealu, zgłosił się do FBI ze zdumiewającą historią. Twierdził, że podczas lotu 21 marca znalazł... bombę, która miała wysadzić w powietrze samolot z

Sikorskim na pokładzie.
– Leżąc na materacu z tyłu maszyny, poczułem swąd spalenizny – relacjonował amerykańskim agentom komandor. – Gdy sięgnąłem pod materac, natrafiłem na bardzo rozgrzany przedmiot, który okazał się małą bombą zapalającą.
Kleczyński opowiadał dalej, że udało mu się przerwać kable zapalnika, który następnie wyrzucił do toalety. Resztę bomby schował.
Brytyjski wywiad wszczął nawet śledztwo w tej sprawie, ale ustalenia komisji i dalsze losy całej sprawy zagmatwały ją jeszcze bardziej. Najpierw prowadzący dochodzenie lord David Rothschild uznał komandora Kleczyńskiego za osobę kompletnie niewiarygodną, określając go jako „głupiego nikczemnika, cierpiącego na halucynacje” oraz „patologicznego ekshibicjonistę”.
Potem było jeszcze dziwniej. Trzy miesiące po wyjawieniu zdarzenia FBI Kleczyński wyznał, że to on sam wniósł bombę na pokład Liberatora! Dostał ją ponoć od brytyjskiego żołnierza i wszedł z nią do samolotu nie wiadomo po co. – Powiem tylko, że nie wiem, dlaczego to zrobiłem, musiałem kompletnie oszaleć – powiedział komisji.
Po tym zeznaniu ten sam lord Rothschild napisał, że Kleczyński wywarł na nim „bardzo pozytywne wrażenie”, a potem porosił premiera Winstona Churchilla, by namówił generała Sikorskiego do ponownego przyjęcia komandora do służby. Zaiste, szatański zwrot wypadków...

Atmosfera dojrzała do puczu
Sześć tygodni przed swoją śmiercią generał miał krótki postój na Gibraltarze, w drodze na Bliski Wschód. Do siedziby rządu w Londynie zadzwonił wtedy anonimowy rozmówca, który poinformował, że doszło do katastrofy lotniczej. – Naczelny wódz nie żyje – powiedział i rozłączył się. Tę informację potraktowano wtedy jak głupi żart, ale jednocześnie wywołała ona spory niepokój.
Bez wątpienia wokół Sikorskiego działy się dziwne rzeczy. Kolejnym sygnałem była korespondencja wysokiego rangą oficera II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego do szefa VI Oddziału SG. W piśmie datowanym na 26 czerwca 1943 roku użył on zwrotu „pucz na Gibraltarze” i informował, że odwołano jednego z oficerów do Londynu, ponieważ „nie bierze w nim udziału”. Na takich dokumentach – które mówią czasem wprost, a czasem między wierszami o jakimś zamachu – opiera swoją teorię o zamordowaniu generała Sikorskiego dr Dariusz Baliszewski, historyk, twórca programu telewizyjnego „Rewizja nadzwyczajna”. Więcej, w jednym z wywiadów mówi nawet, że za swoją tezę o politycznej zbrodni dokonanej na generale gotów jest położyć rękę na pieńku i jest pewien, że jej nie straci.
Od chwili, gdy Instytut Pamięci Narodowej otworzył ponownie śledztwo w sprawie katastrofy na Gibraltarze, hipotezy na temat śmierci Sikorskiego są znane polskiej opinii publicznej.
Baliszewski od wielu lat utrzymuje i próbuje udowodnić, że śmierć generała była zbrodnią dokonaną przez Polaków, a zleconą i przygotowaną przez Brytyjczyków. Jego zdaniem, 4 lipca 1943 roku nie doszło do żadnej katastrofy lotniczej, tylko wielkiej mistyfikacji. Jak ustalił polski historyk, tego dnia Sikorski rozmawiał z sowieckim ambasadorem Iwanem Majskim, który nad ranem przyleciał na Gibraltar.
– Po rozmowach z nim generał poszedł się położyć w przygotowanej dla niego sypialni w pałacu brytyjskiego gubernatora. Tam, wedle moich ustaleń, między godziną 15.30 a 16 został zamordowany. W tym samym miejscu zginęli także jego współpracownicy: płk Andrzej Marecki, gen. Tadeusz Klimecki oraz ppor. Józef Ponikiewski – twierdzi Baliszewski.
Kto dokonał tej zbrodni? Na to pytanie historyk nie odpowiada wprost, być może poznamy „podejrzanych” dzięki dokumentalnemu serialowi „Generał”, który wkrótce będzie emitowany w telewizji TVN.
Brytyjczycy – jeśli już dopuszczają myśl o zamachu – szukają ewentualnych zleceniodawców wśród władz sowieckich, m.in. wskazują na dziwny przypadek obecności tego dnia na Gibraltarze ambasadora Majskiego oraz fakt, że szefem kontrwywiadu brytyjskiego MI6 na obszar Morza Śródziemnego był Kim Philby, który był jednocześnie szpiegiem KGB.
– W tej fazie nie odrzucamy żadnej wersji wydarzeń na Gibraltarze – mówi Piotr Nalepa, jeden z prokuratorów katowickiego IPN, prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Sikorskiego. – Za wcześnie, by mówić też o jakimś kręgu podejrzanych, jeśli uprawdopodobni się wersja rzekomego zamachu – dodaje.
A może się tak stać, gdy dokonana zostanie ekshumacja generała, którego ciało spoczywa teraz na Wawelu. To dzięki staraniom pracowników IPN udało się ostatnio uzyskać zgodę na otwarcie trumny od Ewy Wojtasik, najbliższej żyjącej krewnej generała, która do niedawna się temu sprzeciwiała, utrzymując, że tą „sprawą zajmowali się pasjonaci, wysuwający czasem niestworzone hipotezy”. Już wiadomo, że ekshumacja nastąpi w listopadzie tego roku.


Otwarta furtka domysłów
„Niestworzone hipotezy” są już na tyle znane miłośnikom historii, że przypominanie ich tutaj mija się z celem. Brak odpowiedzi na temat tego, ile dokładnie osób było na pokładzie rozbitego 4 lipca samolotu, zaginięcie ciała córki generała, którą widziano później rzekomo w sowieckim gułagu, niejasna rola pilota Maksa Prchala, dziwne okoliczności pochówku Sikorskiego czy wreszcie niezrozumiała decyzja władz brytyjskich o przedłużeniu utajnienia akt o katastrofie na kolejne 50 lat – polska prasa rozpisuje się o tym od kilku miesięcy, więc wystarczy sięgnąć do źródeł.
Ciekawe mogą być szczegóły spoza oficjalnego obiegu, które dają twórcom „niestworzonych hipotez” nowe przesłanki do ich rozwijania, jak choćby historia zaskakujących przypadków komandora Kleczyńskiego. A jest znacznie więcej takich szczegółów.
Zastanawiające, że tak wiele o śmierci generała Sikorskiego mieli do powiedzenia powojenni dygnitarze komunistyczni. Milovan Dżilas, podczas wojny i zaraz po niej prawa ręka jugosłowiańskiego dyktatora Josipa Broz-Tity, relacjonował w jednej ze swoich książek ostrzeżenia Stalina przed zbytnim brataniem się z Anglikami. – Brytyjczycy mogą przedsięwziąć ten sam rodzaj operacji przeciw Ticie, jaki przedsięwzięli wobec Sikorskiego – miał powiedzieć władca sowieckiej Rosji. Stalin podobno dowiedział się o prawdziwych okolicznościach śmierci polskiego generała od... Edwarda Benesza, przed wojną szefa dyplomacji czechosłowackiej, a zaraz po wojnie prezydenta tego kraju. Nie można wykluczyć, że była to jednak tylko zasłona dymna i ewentualnie karta przetargowa Stalina, by trzymać w szachu swoich satelitów.
Śmierć generała Sikorskiego jest jednym z najbardziej tajemniczych zdarzeń II wojny światowej. Po części przyznali to nawet Brytyjczycy, którzy w obliczu mnożenia domysłów na temat rzekomego udziału w „spisku” Winstona Churchilla powołali pod koniec lat 60. drugą komisję do wyjaśnienia okoliczności katastrofy. W przeciwieństwie do wyników poprzedniego dochodzenia nie wykluczono wtedy hipotezy o sabotażu. Jedno zdanie raportu powstałego w 1969 roku rzeczywiście otwiera pole do domysłów: „Prawdopodobieństwo zamordowania Sikorskiego przez Brytyjczyków zostało wykluczone. Jednakże możliwość dokonania tego morderstwa przez nieznanych sprawców wykluczona być nie może”.
Coraz bliższa ekshumacja ciała generała może dać odpowiedź na podstawowe pytanie: Czy Sikorski zmarł w wyniku obrażeń doznanych w katastrofie, czy utonął, czy też został zabity. Jeśli okaże się, że był to mord, nadal otwarta pozostanie kwestia, kto go dokonał, jak do tego doszło i jaki cel przyświecał zleceniodawcom.
– Czekamy na twarde dowody w tej sprawie. Wszystkie hipotezy muszą mieć przecież jakieś oparcie w dokumentach, a na razie o niczym takim nie słyszeliśmy – mówi Andrzej Suchcitz, kierownik Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.
Prokuratorzy z katowickiego IPN zawitają także u niego, już została zapowiedziana kwerenda w londyńskich zbiorach tej instytucji. Szkoda tylko, że żaden polski prokurator nie będzie miał wstępu do tajnych archiwów brytyjskich. Intuicja podpowiada, że tam ukrywa się sporo odpowiedzi.     

Adam Skorupiński