TEMAT NUMERU 271
Lekcja sprawiedliwości po brytyjsku
Czym różni się sąd brytyjski od polskiego? Oprócz oczywistej różnicy systemów prawnych tutejsza Temida nie uznaje zasady, że jest „nierychliwa, ale sprawiedliwa”. Szybkość wydawania wyroków to podstawa brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, niezbywalne prawo oskarżonego i ofiary. – W Polsce ciągle uważa się pójście do sądu za ostateczność, bo sprawy ciągną się latami – wzdychało 70 polskich sędziów, którzy przyjechali do Londynu podpatrzeć pracę kolegów po fachu.
Tę wizytę będą z pewnością długo pamiętać. Oprócz dnia spędzonego na sali rozpraw polscy prawnicy zaliczyli wycieczkę do parlamentu, a na koniec nieoficjalne spotkanie z brytyjskimi kolegami. Przygodę z brytyjską Temidą nasi prawnicy rozpoczęli niejako od drugiej strony. W sądzie magistrackim w Uxbridge zostali najpierw zamknięci w celi, gdzie przetrzymuje się przed rozprawą aresztowanych przestępców. Zobaczyli też, jak wygląda podróż więźniarką z aresztu na sądową salę, a w niej wysłuchali wykładu na temat historii sądów magistrackich w Wielkiej Brytanii. To właśnie przed nimi odbywa się 80 procent wszystkich postępowań prawnych – nieliczne, bardziej skomplikowane, idą do wyższych instancji. Kontakt z brytyjskim sądem był dla obu stron okazją do poznania różnic między dwoma systemami prawnymi. A tych jest bez liku.
Strukturalna przewlekłość
- Najbardziej różnią nas nasze kilkusetletnie tradycje – uważa sędzia John Tuulmin, w latach 1990-1993 prezes Europejskiego Stowarzyszenia Adwokatów, a dziś pracujący w sądzie zajmującym się sprawami budowlanymi. Taka instytucja w Polsce nie istnieje.
Jak zauważa Tuulmin, polski system prawny ma wiele wspólnego z tym obowiązującym we Francji. - Zapisane w aktach zeznania składane w czasie śledztwa, odczytywane są później po kolei na sali sądowej. Mogę sobie tylko wyobrazić, jakie to czasochłonne.
Sędzia Tuulmin podkreśla, że w Wielkiej Brytanii obowiązuje zasada, zgodnie z którą wyrok powinien zapaść w ciągu trzech miesięcy, niezależnie jak skomplikowaną sprawę przyjdzie mu rozpatrywać. Tymczasem w niektórych krajach europejskich, w tym w Polsce, wielu ludzi nie ma szans doczekania sprawiedliwości ze względu na niezwykle długie procedury.
- U was wcale nie jest najgorzej. Proszę wyobrazić sobie Włochy, gdzie każdy obywatel ma prawo złożyć apelację do Sądu Najwyższego. To rodzi miliony takich przypadków, jeśli kraj nie zastosuje formalnego filtra, na przykład w postaci rzecznika praw obywatelskich, analizujących wcześniej takie przypadki – mówi John Tuulmin.
Mimo tych krzepiących pocieszeń fakt pozostaje faktem – system prawny w Polsce jest niewydolny. Większość skarg kierowanych przez Polaków do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczy art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi, że sprawy mają być rozpoznawane przez niezawisły i bezstronny sąd w „rozsądnym terminie”. Co prawda, nie jest on wyznaczony, ale ci, którzy mieli kiedyś do czynienia z polską Temidą, a także sami sędziowie zdają sobie sprawę, że granice rozsądku przekraczane są w Polsce co rusz. Według badań OBOP aż 22 proc. ankietowanych wśród najczęściej łamanych praw człowieka wymienia właśnie prawo do sprawiedliwego, niezawisłego i bezstronnego sądu oraz szybkiego i sprawnego rozpatrywania spraw. Dla przykładu, w styczniu tego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka kazał wypłacić 12 tys. euro Alicji Sokołowskiej jako zadośćuczynienie za przewlekłość postępowania sądowego. Kara ta jest jedną z najwyższych, jakie Trybunał w Strasburgu przyznał w polskich sprawach z tytułu przewlekłości postępowania. Postępowanie sądowe z powództwa Sokołowskiej rozpoczęto w... 1984 roku. Decyzję sądu pierwszej instancji skarżąca otrzymała dopiero po 18 latach od jego rozpoczęcia!
Takich spraw są tysiące. Tylko w roku 2007 niezałatwionych spraw, trwających ponad rok, pozostawało 3382 (w tym 1555 ponaddwuletnich). Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że problem ciągnących się latami śledztw i rozpraw w polskich sądach jest „strukturalny” i zalecił zmianę procedur. W lutym tego roku posłowie przyjęli nowelizację ustawy o skardze na przewlekłość postępowania. Teraz każdy obywatel, który uważa, że postępowanie w jego sprawie jest prowadzone za długo, będzie mógł złożyć skargę nie tylko na sąd prowadzący proces, ale też na prokuraturę. Czy to coś zmieni? Wątpliwe...
Ile spraw rozpatruje rocznie sąd, w którym pracuje sędzia Tuulmin? Tego nie wie dokładnie nawet sam zainteresowany, gdyż jak tłumaczy, większość sporów między stronami rozwiązywana jest na etapie mediacji. - Można dojść do porozumienia bez absorbowania całej machiny wymiaru sprawiedliwości i nadmiernego obciążania sędziów. Tylko szczególne przypadki kończą się mediacyjnym fiaskiem i trafiają na wokandę. Mimo różnego sposobu prowadzenia spraw doszedłem do wniosku, że prędzej czy później rezultat końcowy jest w obu krajach taki sam – zapewnia.
Wiedzą, jak postępować
Delegacja przedstawicieli sądów ze wszystkich polskich województw przyjechała do Londynu na zaproszenie Polish Lawyers Association. Nim trafili do sądu, dzięki uprzejmości stowarzyszenia Conservative Friends of Poland zwiedzili gmach parlamentu i mieli okazję przyjrzeć się obradom posłów. Odwiedzili też słynne miejsce w holu Izby Gmin, gdzie w 1812 roku zastrzelono bardzo nielubianego wtedy premiera Spencera Percevala. Leżący na ziemi polityk wzdychał do posłów, że właśnie umiera. - To jedyne prawdziwe słowa, jakie wypowiedziałeś w tym budynku – usłyszał na pożegnanie.
Odstawiając na bok tak radykalne dochodzenie sprawiedliwości, tutejszy system prawny i tak uważany za jeden z najskuteczniejszych na świecie. Polscy prawnicy mieli okazję podpatrzeć swoich brytyjskich kolegów nie tylko na sali sądowej, ale także porozmawiać w kuluarach o tajnikach wykonywania swojego zawodu.
To była cenna lekcja, gdyż polskie sądy coraz częściej stykają się z wyrokami na Polakach, które zapadły na Wyspach Brytyjskich. Ze względu na odmienny system prawny w obu krajach, do niedawna nie wiedzieli, jak mają się do nich ustosunkować.
Jako przykład podawali sprawę Jakuba Tomczaka z Exeter, skazanego na podwójne dożywocie za gwałt. Polski Sąd Najwyższy musiał dostosować „przełożyć” wyrok sądu w Exeter na prawo polskie, które za ten sam czyn przewiduje najwyżej 12 lat więzienia. - W końcu zastosował implementację prawa brytyjskiego do naszego porządku prawnego – mówi sędzia Marek Zalewski z Lublina. Oznacza to, że skazany Polak odsiedzi karę, jaką orzekł brytyjski sąd. Aby zachować konsekwencję orzeczenia, będzie mógł wyjść na wolność już po 8 latach, tak jak przewiduje brytyjskie prawo. - Proszę zauważyć, jak szybko jego sprawę rozpatrzył brytyjski sąd. W Polsce taki proces ciągnąłby się kilka lat, i to wcale nie z winy sądów. Po prostu takie mamy procedury – wzdycha sędzia Zalewski.
Jednak nie we wszystkich polskich sądach jest tak źle. - Spraw wciąż mamy tyle samo, ale funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości i tak się poprawiło – zapewnia sędzia Zbigniew Ślusarczyk, rzecznik Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie. - Chociaż ilość sędziów się nie zmieniła, szybciej rozpoznajemy sprawy. W sądownictwie administracyjnym, które reprezentuję, na wyrok czeka się nie więcej niż dwa, trzy miesiące – zapewnia.
Nie oznacza to jednak definitywnego końca sprawy – strony mają możliwość odwołania się do wyższej instancji, co może przeciągnąć postępowanie o kolejnych kilka miesięcy, a czasami nawet lat. – Niestety, z tego powodu pójście po sprawiedliwość do sądu wciąż jest uważane za ostateczność – rozkładają ręce sędziowie.
Łatwy dostęp do prawnika
O tym, gdzie obywatele mają łatwiejszy dostęp do wymiaru sprawiedliwości, wie najlepiej Andrew Astachnowicz, adwokat z kancelarii Marriot Harrison w londyńskim City i przewodniczący British-Polish Legal Association. Polskiego pochodzenia prawnik pracował w zawodzie zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii. Najbardziej rzuciły mu się w oczy sprawy majątkowe, o które najczęściej procesują się przedsiębiorcy.
- Łatwość dostępu do wymiaru sprawiedliwości na Wyspach poprawiło przyjmowanie spraw na podstawie tak zwanych umów warunkowych – zauważa adwokat. - Prawnik nie pobiera od klienta żadnych opłat, a ten dzieli się z nim odszkodowaniem dopiero po wygraniu sprawy – tłumaczy.
A po taką pomoc do brytyjskich prawników coraz częściej zgłaszają się Polacy. Adwokat Astachnowicz wspomina sprawę polskiej firmy zaangażowanej w budowę rafinerii produkującej biopaliwa. Przedsiębiorstwo miało dostarczyć i uruchomić zbiorniki do przechowywania paliw, lecz wskutek nieporozumienia doszło do zerwania kontraktu. Co gorsza, Polacy nie mogli nawet odzyskać swojego sprzętu. - Właśnie przygotowujemy się do złożenia pozwu – mówi adwokat. Niestety w Polsce bez dużych pieniędzy procesowanie się z paliwowym gigantem byłoby niemożliwe.
Nasi sędziowie będąc w kancelarii prawnej zwrócili też uwagę na niezwykle prosty sposób korzystania z ksiąg wieczystych. Aby ustalić właściciela dowolnej nieruchomości lub gruntów, wystarczy wejść do internetu i po wniesieniu opłaty wysokości 3 funtów uzyskamy wszelkie niezbędne informacje. Mało tego, za pośrednictwem sieci prawnicy będą za jakiś czas mogli dokonywać wpisów w księgach wieczystych, bez konieczności stawiania się przed sądem. - Ale najbardziej zdumiał sędziów fakt, że ten prosty system przyniósł w ubiegłym roku aż 80 milionów funtów zysku – ujawnia londyński prawnik.
Polscy sędziowie ciekawi byli też, czy Brytyjczycy korzystają z pomocy prawnej profilaktycznie, aby uchronić się przed ewentualnymi problemami. Okazało się, że niekoniecznie - do prawników zwracają się dopiero, gdy już są w tarapatach i muszą się z nich wyplątać. - Zupełnie tak samo, jak w Polsce – komentowali.
Dylemat sędziego
Czy polscy sędziowie odnaleźliby się w brytyjskim systemie prawnym i potrafili równie szybko prowadzić sprawy, jak ich brytyjscy koledzy? Sami zainteresowani twierdzą, że to wątpliwe, gdyż w Wielkiej Brytanii obowiązuje prawo zwyczajowe, nigdzie niespisane i od setek lat niemodyfikowane. Opiera się głównie na dotychczasowych wyrokach sądowych. W Polsce wystarczy mieć w ręku odpowiedni kodeks i wiedzieć, którym paragrafem się podeprzeć. Inna sprawa to ława przysięgłych, która za sędziego decyduje o winie bądź niewinności oskarżonej osoby.
- Ciężko byłoby wymierzyć wyrok, gdybym osobiście nie zgadzała się z decyzją ławy przysięgłych. To musi być dla sędziego poważny dylemat – mówi sędzia Danuta Małysz z sądu administracyjnego w Lublinie.
Ale nim brytyjskiemu sędziemu przyjdzie zetknąć się z takim dylematem, czeka go długa droga do zawodu. W Polsce wystarczy ukończyć studia prawnicze i można od razu starać się o aplikację sędziowską. Brytyjski wymiar sprawiedliwości nie dopuszcza takiej drogi – nim przyszły sędzia będzie mógł wydawać wyroki, musi przepracować co najmniej 10 lat w zawodzie adwokata. To poważna lekcja dojrzałości i pokory, nim prawnik dostąpi zaszczytu prowadzenia spraw.
- Najbardziej jednak zazdrościmy brytyjskim kolegom godnych pensji. W Polsce wystarcza nam na przeżycie, ale ciężko mówić o kupnie mieszkania czy samochodu. Tutaj nie ma takich problemów – wyznawali nieoficjalnie polscy sędziowie.
Tomasz Ziemba