FELIETONY 280
Boże, chroń nas...
Przed 25 laty książę Karol został zaproszony na jubileusz 150 lat istnienia Królewskiego Instytutu Brytyjskich Architektów. Młodego następcę tronu poproszono o wygłoszenie przemówienia. Nie był to jednak okolicznościowy panegiryk, ale atak na nowoczesną architekturę.
Niewiele jest przemówień, które przechodzą do historii. Jeszcze mniej takich, które mają wpływ na jakąś dziedzinę życia przez następne dziesięciolecia. Pod tym względem książę Karol może sobie pogratulować. Od słynnego wystąpienia, w którym nazwał właśnie przedłożony projekt na nowe skrzydło National Gallery „monstrualnym wrzodem”, rozpoczęło się książęce panowanie w architekturze. Wkrótce potem telewizja nakręciła cykl programów, w których Karol opowiadał o architekturze Londynu, nazywając m.in. South Bank Centre „betonowym bunkrem, nadającym się tylko do zburzenia”. Powstała szkoła architektoniczna Prince of Wales Institute, zaczęto wydać magazyn „Perspectives”, propagujący tradycyjną architekturę.
Rezultaty? Nowatorski projekt nowego skrzydła National Gallery poszedł do kosza i wybudowano betonowe coś, co nie jest niczym więcej, jak tylko nieudolnym przedłużeniem głównej fasady galerii. Książę „zainspirował” też przebudowę południowej części placu Trafalgar. Stał tam kiedyś wiktoriański hotel. Zburzono go i wybudowano replikę, tyle że gorszą. Przed kilku laty wyburzono oszklone, okropne budynki wokół katedry św. Pawła i zastąpiono czymś, co przypomina dekoracje teatralne. Nie są to projekty, które mogą stać się inspiracją dla przyszłych architektów. Urok Londynu polega na tym, że każda epoka przynosi nowe style i stare domy współgrają tu z nowymi. Gdyby kierować się podejściem Karola, to po Wielkim Pożarze Londynu Christopher Wren powinien wybudować katedrę w stylu średniowiecznym, a nie barokowe arcydzieło.
Szczęśliwie książę znudził się architekturą i zajął innymi sprawami. Naukowcy innych dziedzin wyrywają sobie włosy z głów słuchając głoszonych przez niego herezji. Dzięki wspaniałym, nowoczesnym projektom, jakie zrealizowane zostały w innych krajach, np. muzeum Guggenheima w Bilbao, Brytyjczycy zaczęli bardziej przychylnie patrzeć na nowatorskie pomysły. W Londynie powstał słynny „Ogórek” i siedziba mera Londynu. Książęca szkoła architektoniczna ledwo przędzie, a pismo zlikwidowano.
Jednak przed kilkoma miesiącami architektoniczne zapędy księcia Karola znowu dały o sobie znać. Tym razem poszło o kompleks na Chelsea, siedzibę gwardii królewskiej, która została przeniesiona z centrum miasta do Woolwich. W rezultacie powstała ogromna przestrzeń w ekskluzywnej, jednej z najdroższych części miasta. Ministerstwo Obrony sprzedało teren szejkowi Kataru za niebagatelną sumę 959 milionów funtów. Jak głosi plotka, w marcu tego roku, podczas otwarcia nowego skrzydła Szpitalu Chelsea, czyli ekskluzywnego domu dla kombatantów, doszło do spotkania księcia Karola z jego ulubionym architektem Quinlanem Terrym, autorem nowego budynku, który – jak większość jego projektów – odznacza się tym, że jest niewidoczny. Terry zdołał szepnąć swemu protektorowi o zgrozie, jaka ogarnia go na widok projektu swego adwersarza, czyli lorda Rogersa, twórcy m.in. siedziby Lloydsa. Czy książę raczy interweniować? Raczył. Wysłał list do szejka Kataru, by odstąpił od projektu Rogersa i zatrudnił Terry’ego. Taki koleżeński list jednego władcy do drugiego.
Widziałam oba projekty i żaden mnie nie zachwyca. Jaka będzie ich przyszłość, zadecyduje rada dzielnicy Westminister i Chelsea jeszcze w tym miesiącu. Ważniejsze jest w tej sprawie to, że przyszły król chce decydować w sprawach, o których ma nikłe pojęcie. W swoich dobrach nie dopuszcza do produkcji żywności genetycznie modyfikowanej. I może to robić, ale nie powinno mieć to wpływu na badania naukowe. Jego entuzjazm dla medycyny naturalnej jest wręcz niebezpieczny. Ze zdziwieniem dowiedziałam się ostatnio, że w niektórych dzielnicach Londynu owi „medycy naturszczycy” są zatrudniani przez państwowe placówki służby zdrowia. Także w tej sprawie książę wypowiadał się publicznie i – jak widać – został wysłuchany. Problem polega na tym, że ludzie mają zwyczaj słuchać go w postawie na baczność, a on nie jest przyzwyczajony do tego, by jego poglądy były podważane lub się z nim dyskutowało. A jemu samemu brakuje rozumu i taktu, by nie wykorzystywać swojej pozycji.
Chyba najwyższa pora, by zmienić słowa brytyjskiego hymnu: „God save us from this King”.
Katarzyna Bzowska