Nie będzie ani dowodów osobistych, ani trzeciego pasa startowego na Heathrow, ani prywatyzacji poczty? Laburzystowski rząd liże rany po wyborczej porażce i zamierza wycofać się z najbardziej kontrowersyjnych posunięć, by choć trochę odbudować społeczne poparcie.
Życie dopisuje dalszy ciąg do artykułu „Requiem dla Gordona Browna” z poprzedniego numeru „Gońca Polskiego”. - Nie mam wątpliwości, że laburzystowski rząd zarzuci niebawem kilka najmniej popularnych projektów – mówi Wiktor Moszczyński, sekretarz grupy parlamentarnej Labour Friends of Poland.
Pomysły do wycięcia
Jeśli rząd Gordona Browna nie podniesie się po wyborczej porażce, przyszłoroczne wybory do brytyjskiego parlamentu mogą zepchnąć jego partię na margines życia politycznego w Wielkiej Brytanii. Rozumie to sam premier i jego ministrowie. Właśnie dlatego rząd opracowuje na gwałt plan awaryjny, który ma mu pomóc w odbudowie społecznego zaufania. W jaki sposób? Zostało tylko jedno wyjście – wycofać się z najbardziej krytykowanych i drażliwych posunięć, których do niedawna laburzyści twardo bronili.
Czy zmiana taktyki może jeszcze uratować coraz gorzej oceniane rządy przed śmiercią polityczną? Choć działania te będą dziś wyglądały komicznie, Gordon Brown nie ma innego wyjścia i musi teraz odegrać postać, która naprawia własne błędy. Obywateli czeka więc polityczny teatr, a ministrowie będą znajdowali coraz ciekawsze preteksty, dla których ich wciąż słuszne projekty, nie będą mogły zostać zrealizowane.
Jak podejrzewa Moszczyński, na pierwszy front pójdą posunięcia, które najbardziej rozsierdziły opinię publiczną. Wśród nich znalazły się budowa trzeciego pasa startowego na Heathrow, a nawet wycofania się ze sztandarowego projektu wprowadzenia na Wyspach dowodów osobistych.
Polityczna makulatura
O ile pomysł z wprowadzeniem kart identyfikacyjnych ID był społecznie uzasadniony i miał pomóc państwu w zwalczaniu terroryzmu, ogromne koszty przedsięwzięcia ciężko będzie wytłumaczyć przed i tak dotkniętym kryzysem społeczeństwem.
O odejściu od wprowadzenia dowodów tożsamości mówi już nowy minister spraw wewnętrznych Alan Johnson, który objął stanowisko w ubiegłym tygodniu po tym, jak jego poprzedniczka Jaqui Smith złożyła dymisję razem z pięcioma innymi laburzystowskimi ministrami.
Johnson uważa, że decyzja pomoże skarbowi państwa zaoszczędzić aż sześć miliardów funtów. Deklaracji tej domagała się też opozycja – jedną z obietnic wyborczych Partii Konserwatywnej jest właśnie zarzucenie projektu zainicjowanego jeszcze przez premiera Tony’ego Blaira tuż po atakach z 11 września. Według lidera konserwatystów Davida Camerona, dowody osobiste nie tylko są kosztowną fanaberią rządu, ale też ograniczą swobody obywatelskie. Podobnie uważa większość Brytyjczyków.
Być może już niedługo cieszyć się będą mieszkańcy okolic lotniska Heathrow, którego ekspansja budziła skrajne emocje. Z jednej strony padały argumenty przekonujące do szybkiej rozbudowy portu lotniczego, który nie jest w stanie obsługiwać coraz większej ilości pasażerów. Z drugiej strony mieszkańcy okolicy podkreślają, że decyzja o budowie trzeciego pasa startowego może mieć nieodwracalne skutki dla środowiska naturalnego, a hałas i konieczność wyburzenia setek domów zrujnują tę część miasta. I chociaż decyzje w sprawie rozbudowy Heathrow oficjalnie zapadły, a otwarcie nowego pasa zaplanowano na 2020 rok, to jest jeszcze czas, by z tego projektu się wycofać.
Pogromca ID na premiera
Niestety, szereg mocnych posunięć wizerunkowych Gordona Browna może także naruszyć interesy Polaków na Wyspach. To właśnie decyzje związane z nową falą emigracji przysporzyły laburzystom najwięcej kłopotów, począwszy od otwarcia rynku pracy dla nowych członków Unii Europejskiej, po szereg uchwał, które miały nam zagwarantować lepszą ochronę praw pracowniczych. Dziś temat ten może zostać zepchnięty na boczny tor.
Sekretarz Labour Friends of Poland Wiktor Moszczyński przyznaje, że prawdopodobnie jego grupa parlamentarna będzie musiała zarzucić projekt zniesienia obowiązku rejestracji pracowników z Europy Wschodniej w Home Office, czyli Working Registration Scheme. System ten miał stanowić formalną kontrolę nad przyjeżdżającymi do Wielkiej Brytanii pracownikami z nowych krajów członkowskich. Od samego początku był jednak krytykowany i nazywany ukrytym podatkiem, gdyż za rejestrację pobierana jest opłata wysokości 90 funtów. I nie zanosi się, by w najbliższym czasie została ona zniesiona.
Czy nowe pomysły rządu poprawią jego notowania? Tego nie wiadomo, choć sceptycy już dziś ostrzegają, że bez zmiany przywódcy laburzyści nie mają szans na odzyskanie zaufania wyborców. Wśród kandydatów na następcę Gordona Browna wymienia się właśnie pogromcę dowodów osobistych, ministra Alana Johnsona.
Tomasz Ziemba