EKONOMIA 281
Finansowa broń masowego rażenia
Ostatnim krzykiem finansowej mody, który z pewnością prędzej lub później ulegnie wykolejeniu, są tzw. algo lub algorytmy, czyli derywaty, których instrumentem bazowym są syntetyczne indeksy.
W ostatnim czasie wielokrotnie cytowano Warrena Buffeta, który w 2003 roku mówił o finansowych instrumentach pochodnych zwanych derywatami. Już wtedy ten najmądrzejszy z inwestorów i dzięki temu najbogatszy człowiek na świecie nazwał je „finansową bronią masowego rażenia”, która niebawem wybuchnie. Radził też trafnie, że nigdy nie powinno się inwestować w to, o czym nie ma się pojęcia. Chociaż przed sześcioma laty produkty zwane derywatami były stosunkowo mało skomplikowane, to i tak wydawały się „staromodnemu” Buffetowi zbyt zagmatwane. Ciekawe, co ma do powiedzenia na temat instrumentów kreowanych przez banki inwestycyjne w 2007 lub 2008 roku...
Zła sława derywatów
Rok 2008 przyniósł derywatom wiele złej sławy, szczególnie w krajach o mniej zaawansowanej wiedzy na temat tych produktów, a zatem i o mniej rozwiniętej państwowej ochronie konsumenta przed następstwami ich używania. Wiele firm i osób prywatnych w Polsce pewnie nadal pamięta lub nawet jeszcze ma problemy z opcjami walutowymi. Za to w Norwegii i Szwecji najbardziej na derywatach stracili emeryci. Ich oszczędności były często inwestowane w teoretycznie „bezpieczne” derywaty przez minifundusze zarządzane przez miejscowe parafie ewangelickie, które nie miały o tych produktach finansowych zielonego pojęcia. Z kolei we Włoszech miasta takie jak np. Mediolan ulokowały i straciły na inwestycjach ogromne oszczędności, w związku z czym pozywały często do sądu banki inwestycyjne, które im te z pozoru „bezpieczne” produkty sprzedały.
Wydawać by się mogło, że ze świecą w ręku trzeba by było szukać obecnie szaleńca, który zainwestuje dobrowolnie w derywaty. Co więcej, można przypuszczać, że wiele krajów podąży śladem Norwegii, która zdelegalizowała te produkty, dając w ten sposób swoim obywatelom najlepszą z możliwych ochronę.
Okazuje się jednak, że jest wręcz przeciwnie! Nie tylko inwestorzy większego i mniejszego kalibru zapomnieli o tym, jak niebezpieczne są derywaty, a nawet inwestują ostatnio w coraz bardziej skomplikowane produkty finansowe.
Renesans instrumentów pochodnych
Ostatnim krzykiem finansowej mody, który z pewnością prędzej lub później ulegnie wykolejeniu, są tzw. algo lub algorytmy, czyli derywaty, których instrumentem bazowym są syntetyczne indeksy. Oczywiście produkty tego typu istniały już od kilku lat, ale ich popularność ostatnio wzrosła ze względu na błędne przekonanie, że ponieważ na taki instrument składa się wiele często bardzo różnych instrumentów bazowych, więc dzięki rozłożonemu ryzyku powinny one być teoretycznie bezpieczniejsze od derywatów sprzed kilku lat.
Taki przykładowy syntetyczny indeks algo, który jest bazą derywatu, może składać się z elementów „carry”, „momentum”, rynków wschodzących i często wielu innych. Z założenia inwestorowi zainteresowanemu tego typu indeksem zależy na dywersyfikacji, ponieważ daje ona poczucie bezpieczeństwa inwestycji. Niestety, nadmierna dywersyfikacja, również prowadzi do zmniejszenia potencjalnych zysków inwestycji. Obecnie, gdy stopy procentowe we wszystkich krajach są na historycznie niskich poziomach i trzymanie pieniędzy na koncie oszczędnościowym spędza sen z oczu tym, którzy uważają, że oszczędności powinny na nich pracować, derywaty przynoszące nawet „konserwatywne” zyski, znowu wydawać się mogą dobrą inwestycją.
Znaki zapytania
Czy warto jest dla dodatkowych kilku punktów procentowych wkładać oszczędności w instrumenty, których się nie rozumie, których nie rozumie sprzedający je doradca finansowy i których wartość może być tylko obliczona przez biegłego matematyka, który ten instrument stworzył przy użyciu skomplikowanego programu?
Problem polega na tym, że decyzję o zakupie tego typu tykających bomb zegarowych podejmuje zwykle nie właściciel oszczędności (często emeryt lub osoba oszczędzająca na emeryturę), lecz fachowiec zarządzający ich oszczędnościami z ramienia np. funduszu emerytalnego, którego pensja będzie tym wyższa, im bardziej pomnożą się zainwestowane oszczędności. Z tego względu, sam model oszczędzania zachęca do inwestowania w bardziej ryzykowne, lecz przynoszące większe dochody produkty finansowe i jeśli nie zostanie to szybko uregulowane prawnie, niedługo trzeba będzie czekać na kolejną falę kryzysu finansowego.
Przemek Skwirczyński
Derywaty
Rodzaj papierów wartościowych. Pochodne instrumenty finansowe, których wartość uzależniona jest od wartości instrumentów bazowych, którymi mogą być akcje, obligacje, wysokość stopy procentowej, wartość indeksu giełdowego, a także tak nietypowe wskaźniki, jak liczba dni słonecznych, wielkość opadu śniegu czy deszczu (derywaty pogodowe).
Najczęściej są wykorzystywane w spekulacji oraz jako instrumenty zabezpieczające w celu minimalizacji ryzyka. Ze względu na zjawisko dźwigni finansowej (lewar) pozwalają osiągnąć duży zysk przy znacznie mniejszym zaangażowaniu środków własnych niż przy wykorzystaniu klasycznych instrumentów finansowych.