12.03.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
LUDZIE 281

Polka wzięła Ealing

Polka wzięła Ealing Barbara Czarniecka-Yerolemou stanęła na czele gminy Ealing w zachodnim Londynie. I choć to funkcja reprezentacyjna, pełniona przez rok, nowa burmistrz dzielnicy nie traci czasu i promuje polskość.

Z pierwszą burmistrz londyńskiej dzielnicy Ealing z polskimi korzeniami, Barbarą Czarniecką-Yerolemou, rozmawia Filip Cuprych.

Czy pamięta pani pierwsze wrażenia z obcej ziemi po przyjeździe do Wielkiej Brytanii?
Barbara Czarniecka-Yerolemou: Nie pamiętam, bo moi rodzice przywieźli mnie tu, kiedy miałam sześć miesięcy. Moja mama i tata byli w łagrach w Rosji. Później przyłączyli się do armii brytyjskiej razem z generałem Andersem. Po wojnie mieli możliwość powrotu do Polski, ale postanowili osiedlić się w UK. Nikt wtedy nie wiedział, jaka ich czeka przyszłość, więc żeby zapewnić nam spokojne życie, zdecydowali, że tu zostaną. Nawet nie wiem, czy wyobrażali sobie pozostać na zawsze. Mój tata w latach 80. pojechał do Polski, ale traktowano go jak Anglika, jak obcego. Tak się rozeszły drogi Polaków, którzy w Polsce zostali, i tych, którzy z różnych przyczyn wyjechali.

Jakie zatem różnice zauważa pani między emigracją wojenną czy też powojenną, a tą, która zjeżdża do Wielkiej Brytanii od roku 2004?
Obecna emigracja funkcjonuje w zupełnie innych warunkach. Wtedy trudno było nawet myśleć o wyjeździe za granicę. Poza tym, patrząc na przykład moich rodziców, nikt nie myślał o tym, żeby się w cokolwiek angażować. Teraz, każdy kto tu przyjeżdża, ma konkretne plany. Wszyscy wiedzą, że chcą tu zarabiać, może jakąś firmę otworzyć... Polacy, którzy teraz przybywają na Wyspy, są energiczni, mają ambicje. Moje pokolenie, a zwłaszcza moi rodzice chcieli po prostu żyć. Nikt nie myślał o dalszej przyszłości. Oczywiście, wtedy też wszyscy martwili się o swoje rodziny w Polsce, ale współczesna emigracja jest bardziej śmiała, bardziej energiczna.

Rozumiem, że dzieli pani Polaków na tych, którzy znaleźli się tu z powodów politycznych i na tych, którzy przyjechali z przyczyn ekonomicznych?
Tak, bo ta różnica jest widoczna. Teraz jest to kwestia wyboru. Zresztą, członkostwo w Unii jest dla wielu Polaków dobrodziejstwem. Nie jest tak, że jak się mieszka w Anglii, to tylko tutaj trzeba siedzieć. Możesz tu mieszkać, a pracować np. w Holandii czy we Francji. Granice są otwarte. Ludzie wybierają miejsca, w których lepiej im się żyje.

A czy pani pochodzenie i życie w Londynie miało wpływ na wybór na stanowisko burmistrza Ealingu?
Nie, absolutnie. Ja mam za sobą 20 lat pracy w administracji. Gdybym nie miała żadnego doświadczenia, to nikt by mojej kandydatury nie zgłosił. Poza tym, zawsze zajmowałam wysokie stanowiska, a to przewodniczącej jakiejś komisji, a to zastępcy szefa innej i często spoczywały na mnie poważne obowiązki. Teraz to doceniono.

Jakie znaczenie dla samej gminy ma fakt, że to właśnie pani objęła stanowisko jej burmistrza?
Przede wszystkim reprezentuję Polskę i Polaków, którzy tu mieszkają. Wiele osób mówi też, że przyszedł najwyższy czas na to, żeby ktoś z Polski zajął wysokie stanowisko w gminie. Na moim łańcuchu burmistrza mam nawet osobny medalion z polskim orłem w koronie. W ten sposób podkreślam swoje pochodzenie i to, że mieszka tu mnóstwo Polaków. Sama gmina też jest dumna z tego, że jest tu tylu moich rodaków.

Mówi się, że Ealing to polska część Londynu. Ale czy tak ją odbierają Brytyjczycy, czy może to tylko nasze wyobrażenie?
Ja zawsze mówiłam, że jestem z Ealingu. Anglicy też wiedzą, że Ealing kojarzy się z Polakami. Wielu osiedlało się tu od zawsze i tak jest do tej pory. Przyjeżdżają nowi ludzie i osiedlają się tam, gdzie mają już „wykrojony” kawałek polskości. Jest polski kościół, są polskie sklepy, język polski jest prawie wszechobecny. Mocno się tu zakorzeniliśmy. Sama spotykam bardzo dużo Polaków podczas oficjalnych uroczystości, a przecież jestem burmistrzem dopiero od miesiąca. Jakiś czas temu wręczałam nagrody osobom, które zaangażowały się w działalność charytatywną. Wśród nich było kilkoro Polaków, co mnie bardzo ucieszyło.

Czy zostając burmistrzem tego kawałka Londynu przygotowała pani sobie jakieś konkretne cele związane z tutejszą Polonią?

Tradycją jest, że każdy burmistrz wybiera sobie jakąś organizację charytatywną, na rzecz której lobbuje i przez rok zbiera pieniądze na jej działalność. Ja wybrałam St John Ambulance, bo w ramach tej organizacji działa polska sekcja. Chcę w ten sposób pokazać, że Polacy potrafią się angażować w trudne projekty, wymagające wielkiego poświęcenia. Poza tym chcę, aby mieszkańcy Ealingu, w tym oczywiście nasi rodacy, czuli się bardziej związani z urzędem, ze swoją administracją.

W ubiegłym roku Stefan Kasprzyk został burmistrzem Islington, teraz pani została wybrana na takie samo stanowisko na Ealingu. Czy oznacza to, że poszczególne dzielnice zaczynają liczyć się z tym, że Polaków jest wielu i w ten sposób nas honorują?

Wybierani jesteśmy dlatego, że na to zapracowaliśmy i zasłużyliśmy. Z drugiej strony, już po wyborze, oczywiście podkreślamy nasze pochodzenie i naszą polskość. To nie jest tak, że wszyscy dookoła myślą: „Chyba czas wybrać Polaka czy Polkę.” Patrzy się przede wszystkim na osiągnięcia i doświadczenie. Jeśli ktoś się sprawdzał wcześniej, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby awansował. Ja bym nie chciała, żeby myślano, że moją jedyną zasługą jest to, że jestem Polką, bo to w niczym nie pomaga. Pomaga doświadczenie i zaangażowanie. Wtedy czuję się znacznie lepiej.

Filip Cuprych