14.03.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
ZABIJ LETNIą NUDę 282

Daj nura w inny świat

Daj nura w inny świat Pięć dni w robocie, wieczorem parę piw przed telewizorem, w weekend grill w ogródku, wódka z sąsiadem, czasem jakaś potańcówka w klubie. Standard życia emigranta na obczyźnie. Co tydzień trzy dni pod wodą, stan nieważkości, półtorametrowe ryby, foki, wraki statków i samolotów, podwodne groty i wąwozy, a wieczorem namiot i własnoręcznie złapane kraby i upolowane kuszą ryby z grilla – standard życia miłośników sportów podwodnych z klubu „Emigrant”.

Wielu Polaków w Wielkiej Brytanii sięgnęło dna, ale mało kto miał z tego taką frajdę jak Paweł z Fareham i kilkunastu jego kolegów. – Jestem tu 3,5 roku, nurkować zacząłem jeszcze w Polsce – opowiada. Pod wodą bywał, gdzie tylko mógł. – Korsyka, Egipt, Turcja. Tam, gdy człowiek jest 60 metrów pod wodą i spojrzy w górę, wciąż widzi powierzchnię wody. To niesamowite uczucie: ten bezmiar przestrzeni z każdej strony, swoboda ruchu i krajobraz jak z innego świata – wylicza.

Drugi, lepszy świat

W wodach brytyjskich jest zupełnie inaczej: zimniej, trudniej, ale nie mniej ciekawie. – Na samym tylko południowym wybrzeżu pod wodą spoczywa blisko tysiąc wraków statków i samolotów. Głównie pochodzą z okresu pierwszej i drugiej wojny, są niemieckie U-Boty i ich ofiary: ogromne masowce, trawlery i zestrzelone samoloty. Wiele z nich jest w zasięgu średnio wyszkolonego płetwonurka – mówi Paweł.

Sam jednak do wraków raczej nie zagląda. Bardziej kręci go nurkowanie z kuszą i polowanie na ryby. Bo pokonać zawodnika na jego własnym podwórku to jest coś! – Największym moim konkurentem są foki – mówi. – Często bywa tak, że ustrzelę jakiś fajny okaz, podwieszę go pod boję, żeby potem zabrać na ląd, a gdy wracam zamiast kolacji widzę tylko ogon stukilowej kuli tłuszczu, która mi ją właśnie ukradła – opowiada.

Podwodnym polowaniem zajmują się głównie mężczyźni, kobiety natomiast, których wśród płetwonurków również nie brakuje, wolą robić zdjęcia. Jak mówi Paweł, tematów jest pod dostatkiem. W głębinach istnieje bowiem drugi świat. – Dużo większy od naszego, bo pod wodą znajduje się 71 proc. powierzchni Ziemi. Są tam góry, doliny, różne klimaty, pory roku i dnia. Nie ma tylko zatłoczonych miast, samochodów czy spalin... Ale to akurat dobrze – mówi.

Co ciekawe, ten drugi świat wcale nie jest tak odległy, jak moglibyśmy przypuszczać. Żeby się tam dostać, potrzebujemy paszportu, czyli licencji na nurkowanie. Jej pierwszy stopień, który uprawnia nas do smakowania podwodnych przygód na głębokości do 18 metrów, kosztuje nieco ponad 200 funtów. To cena za kurs, jednak zanim się na niego zdecydujemy, warto na własnej skórze przekonać się, czy rzeczywiście nurkowanie nam się podoba. Taka pierwsza zaprawa wraz z zejściem pod wodę kosztuje nas tylko 35 funtów. W jej skład wchodzi zaś zapoznanie się ze sprzętem, podstawowymi technikami nurkowania oraz zanurzenie na płytkich wodach. – Nurkować właściwie może każdy, komu zdrowie pozwala np. prowadzić samochód. Nie jest to zalecane m.in. dla astmatyków i osób z poważnymi kłopotami laryngologicznymi. - Wiek nie gra roli. Moi znajomi szkolili kiedyś na Korsyce 80-letniego mężczyznę, dla którego nurkowanie było marzeniem życia. Z powodzeniem zresztą – mówi płetwonurek z klubu „Emigrant”.

Pięć dych za nura

Oczywiście wspomniane ceny dotyczą Polaków, którzy swą przygodę z nurkowaniem zaczną w klubie, założonym niedawno przez fascynatów sportów podwodnych. Klubu, który powstał w dużej mierze dzięki irytacji.

Paweł zaczął nurkować w brytyjskich wodach ok. 3 lata temu. Jak mówi, Brytyjczycy są nie do pobicia, jeśli chodzi o jakość używanego sprzętu oraz procedury związane z bezpieczeństwem, ale ceny usług świadczonych przez tutejsze firmy i kluby od dawna doprowadzały do szału. – Od 30 nawet do 50 funtów za „nura” to po prostu zdzierstwo – mówi.

Wielu Polaków, żeby oszczędzić sobie nerwów i grosza, wolało wyjechać np. do Egiptu, gdzie ceny są niższe, zazwyczaj jednak wiązało się to z przynajmniej kilkudniowym urlopem. – A my chcieliśmy po prostu pływać jak najczęściej – mówi Paweł.

Chcieć to móc, więc Polacy zorganizowali się sami. Będąc w Wielkiej Brytanii już jakiś czas i oddając się swej podwodnej pasji, często zdarzało im się spotykać w klubach lub na plażach. Wymieniali numery telefonów, potem kontaktowali się przez internet. Wreszcie wpadli na pomysł, żeby uniezależnić się od Brytyjczyków i nurkować na własną rękę. – To była trochę partyzantka: ja kupiłem łódkę, ktoś inny kilka kombinezonów, jeszcze ktoś miał zapasowe butle.. i na początek wystarczyło, żeby wystartować z Klubem Miłośników Sportów Podwodnych „Emigrant” – opowiada polski płetwonurek. – Teraz możemy nurkować za mniej niż połowę brytyjskich cen, dzieląc rzeczywiste koszty wypraw między siebie. Szybko też zaczęliśmy zyskiwać nowych członków, bo okazało się, że wielu ludzi chciało nurkować, ale tutejsze ceny skutecznie ich od tego odstraszały.

Klub nie jest jednak miejscem tylko dla wytrawnych nurków, ale także dla początkujących, którzy podwodnego szaleństwa mogą się tu nauczyć. Wśród członków są bowiem również instruktorzy nurkowania, którzy wszystkim chętnym oferują kursy na każdym stopniu zaawansowania.

Dominik Waszek


Kontakt do podwodnych

Wszystkich, którzy chcieliby spróbować swoich sił pod wodą, Klub „Emigrant” zaprasza do siebie. Kontakt z polskimi płetwonurkami znaleźć można wchodząc na ich stronę internetową: www.podwodny.republika.pl/klub lub pod numerem telefonu 0778 393 11 83.

W następnym numerze cyklu „Zabij letnią nudę” opiszemy pomysł na surfowanie na brytyjskich wodach.