W każdym angielskim mieście liczącym więcej niż kilka tysięcy mieszkańców jest miejsce, w którym skutecznie możemy pozbyć się tygodniówki. Nie bez przyczyny. Wielka Brytania to w końcu miejsce, gdzie hazard w takiej formie się narodził. Salony gry, „buki”, zakłady w internecie kuszą bonusami i obietnicą wielkich, rzekomo sportowych emocji. Polacy też łapią tego bakcyla.
Siedzimy w kawiarni. Polak, który obrał pseudonim Johnny Bravo, opowiada o graniu, o czekaniu na wypłatę, żeby wejść do bukmachera i pograć. O chęci odegrania straconych wcześniej pieniędzy. – Wiadomo, najbardziej frustrujące jest zgranie się do zera – mówi. – Chęć odkucia się jest tak silna, że mózg podsuwa irracjonalne rozwiązania. Przemożna jest myśl, aby wyjść na ulicę, znaleźć portfel pełen pieniędzy, wrócić i pokazać maszynie kto tu rządzi. Odegrać się po prostu. Chociaż doskonale wiesz, że to nierealne, nie możesz przestać o tym myśleć.
Johnny gra przede wszystkim na maszynach. Najbardziej lubi ruletkę. Chwilę zajmuje mi powiązanie tych dwóch faktów. Ruletka to przecież stół, podskakująca kulka i ludzie układający sztony na zielonym suknie. Jednak nie u „buka” na High Street, gdzie cały ten kosztowny kram mieści się po prostu na ekranie monitora automatu, jaki każdy kojarzy z osiedlowego sklepu.
Z czym to się je
Na pytanie, jakie to uczucie grać odpowiada, że dwadzieścia metrów dalej jest zakład i wszystko mi pokaże. Zagrać można już za 20 pensów, czyli teoretycznie za nic. Wybranie gry, obstawienie i rozpoczęcie jest banalnie proste. Obstawiamy 10 zakładów po 20 pensów. Przegrywamy od razu dwa funty. Chociaż nie daję po sobie poznać, po paru sekundach czuję, że nie chcę stąd wychodzić. Przegraliśmy tylko o włos... Przez pomyłkę obstawiliśmy numer 19 zamiast 18. Chęć odegrania się jest tak przemożna, że jeszcze przed wyjściem z zakładu mam ułożony cały plan odegrania się i obstawiania jedynych 10 funtów tygodniowo. Dopiero zacinający w twarz deszcz powoduje otrzeźwienie i refleksje połączoną z niedowierzaniem, jak w ogóle mogło mi to przyjść do głowy.
– Na początku działa mechanizm fascynacji czymś nowym. Do tego dochodzi chęć odzyskania zainwestowanych pieniędzy, najlepiej z nawiązką – mówi Agnieszka Major, psycholog praktykująca w Londynie.
Johnny gra „tylko” pół roku. Pierwszy raz obstawił, bo potrzebował pieniędzy. Przez miesiąc szło jak po maśle. – Szczęście początkującego – mówi. – Raz wyszedłem z 1200 funtami w kieszeni, a „zainwestowałem” kilkadziesiąt.
Potem było już gorzej. Zamiast wygranych, pożyczanie pieniędzy i frustracja. Johnny nie gra od dwóch tygodni. Ma dwie prace, mówi, że szkoda czasu i pieniędzy. Lepiej wyjść z kumplami na piwo.
– Duże wygrane i irracjonalne przekonanie, że jest się szczęściarzem, może być przyczyną rozpoczęcia przygody z hazardem. Obracanie stosunkowo dużymi sumami może dawać poczucie wyjątkowości, szczególnie ważne dla osób, które generalnie nie mają za dobrego zdania na własny temat. Część graczy to osoby, które nie radzą sobie z presją finansową – mówi Katarzyna Wawer Dziedziak, psycholog praktykująca w Birmingham.
Czy emigranci są jakoś szczególnie narażeni na popadnięcie w chorobę? Według psychologów część Polaków przywozi ją już ze sobą. Jednak dostępność miejsc, w których można zagrać, oddalenie od rodziny, presja finansowa oraz chęć zaimponowania znajomym może przekształcić się w uzależnienie od hazardu.
– Bywa, że emigranci mają większy komfort grania. Z daleka od rodziny, od ewentualnej kontroli mogą trwać w nałogu. Nie powiedziałbym, że są bardziej narażeni. Człowiek jest chory bez względu na to, gdzie się znajduje – mówi Robert, hazardzista biorący udział w mityngach grupy anonimowych hazardzistów w Londynie.
Wpierać i trzymać krótko
Jak każde uzależnienie, również hazard jest rodzajem ucieczki do wyimaginowanego, lepszego świata. Silne uczucie ekscytacji i podniecenie przeżywane podczas grania jest tak pociągające, że chce się go ciągle doświadczać na nowo.
Na własne skórze przekonał się o tym Tomek, którego granie wciągnęło na dwa lata. Zaczął jeszcze w Polsce. Pierwszy raz zagrał tak po prostu, z ciekawości. Już na Wyspach jednego dnia wygrywał po 700 funtów, drugiego tracił 800. Raz wygrał 900, obstawiał przez cały dzień. Grał, chociaż wiedział, że traci. Mechanizm był typowy, chciał się odegrać. Zazwyczaj sam, czasami chodził ze znajomymi, bo we dwójkę raźniej. Zaczęły się problemy z rodziną, kłótnie, pożyczanie pieniędzy, czekanie na wypłatę co dwa tygodnie. – Jak wygrałem, było super, jak przegrałem, trzeba było zbierać się do kupy i pracować, aby znowu móc obstawić. W sumie przegrałem jakieś pięć tysięcy – mówi.
– Warto, aby osoby bliskie graczowi zadbały o siebie, korzystały z pomocy bliskich – rodziny, przyjaciół i psychologa. Żeby nie utrzymywały sprawy w tajemnicy, pomimo wstydu, a czasem i obietnicy złożonej graczowi, że nie zdradzą jego tajemnic. Żeby ograniczyły do minimum wpływ gracza na własną sytuację finansową. Na przykład założyły odrębne konto. Oczywiście hazard i utrata zaufania do partnera mają niszczący wpływ na związek. Jednak próba interwencji za wszelką cenę na niewiele się zda. Gracz musi sam poczuć, że potrzebuje pomocy, że jest odpowiedzialny za swoje życie – mówi Katarzyna Wawer Dziedziak.
Pomocną dłoń do Tomka wyciągnął brat. Przestał pożyczać pieniądze, za to zaczął z nim rozmawiać. – Łatwo nie było. Brat pił piwo, a ja jak się zgrałem, to patrzyłem jak pije. Trzymał mnie krótko i chyba pomogło.
Teraz kasę trzyma jego partnerka. Sam dobrowolnie pozbawił się dostępu do bankomatu. Tak jak Johnny Bravo, od ponad dwóch tygodni nie obstawia. Zaczął więcej pracować i stara się przestać myśleć o przyjemnościach hazardu.
Wirtualne kasyna, prawdziwe straty
– Chcę opisać moją historię ponieważ jestem chory z powodu hazardu. Mieszkam w Wielkiej Brytanii i nie pamiętam, abym nie był w każdy piątek na kasynie. To już trzy lata, a ja nic nie mam odłożone, wręcz przeciwnie, mam jeszcze 1700 funtów długu, przegrałem już około 30 tysięcy funtów. Już nie mam siły z tym wszystkim. (...) Najgorsze jest to, że straciłem znajomych, nie chce mi się wychodzić z domu, zamykam się w sobie. (...) To jest silniejsze od wszystkiego, nie potrafię tego zrozumieć – takimi słowami zaczyna swój dramatyczny apel osoba pisząca jako mirek270183 na jednym z forów internetowych poświęconych hazardowi.
Wielu graczy szuka pierwszej pomocy właśnie w sieci. Do grup wsparcia trafiają również kierowani przez psychologów. Wygląda jednak na to, że to społeczności internetowe skupione wokół problemu zaczynają brać na siebie coraz większy ciężar pierwszej pomocy, przede wszystkim informacyjnej. W tej chwili najpełniejszym jej źródłem wydaje się być strona www.hazardziści.org, gdzie wpisów forumowiczów jest kilkadziesiąt tysięcy.
– Sam trafiłem na swój pierwszy mityng londyńskiej grupy wsparcia dzięki życzliwym ludziom z forum dyskusyjnego tego portalu – mówi Robert.
W internecie szuka się jednak nie tylko pomocy. Wielu przyszłych graczy właśnie w ten sposób zdobywa podstawowe informacje dotyczące kasyn i obstawiania. Aby ułatwić start polskim graczom, większość angielskich bukmacherów prowadzi swoje strony również w naszym języku. Setki stron poświęconych jest opracowywaniu systemów gry oraz porad w swoistej wojnie psychologicznej pomiędzy obstawiającym a kasynami.
– Czy znacie jakieś zakłady bukmacherskie online, gdzie mogę się zarejestrować i grać? (...) Chciałbym dla zabawy postawić jakieś małe sumki... – pisze na jednym z polonijnych forów internetowych niejaki balwan. Forum w żaden sposób nie jest związane z hazardem. Na swoje pytanie otrzymuje jednak ponad sto odpowiedzi, z poradami jak i gdzie zacząć grać. Dyskusja rozwija się, padają kolejne typy i pewniaki. Zadowolony balwan dziękuje wszystkim za fachowe porady.
Gramy coraz więcej
Londyńska grupa anonimowych hazardzistów liczy od kilku do kilkunastu osób. Powstała w 2007 roku i jest wspólnotą osób dzielących się doświadczeniem i nadzieją, że mogą rozwiązać swój wspólny problem. Jedynym wymogiem uczestnictwa w grupie jest chęć zaprzestania hazardu. W ostatnim czasie, podobnie jak w Polsce liczba osób uzależnionych zdecydowanie wzrosła. W wielu przypadkach Polacy uciekają za granicę z nadzieją na lepszą, lepiej płatną pracę, dzięki której spłacą długi w kraju. Prawie zawsze jest to iluzja, jeśli chodzi o osoby uzależnione. – Tak zwana „kuracja geograficzna” nie jest sposobem wyjścia z choroby, lecz kolejną ucieczką – mówi Robert.
Krzysiek pracuje w hotelowym barze w Guildford. Zza kontuaru widzi maszyny do gry. Jak mówi, ruch jest przy nich na okrągło. Czasami czuje się, jakby pracował w banku, bo ludzie non stop przychodzą do baru rozmieniać banknoty. Wszystkie wygrane wrzucają z powrotem do maszyny. Jak na dłoni widać jak z radosnego podniecenia pierwszą wygraną popadają we frustrację i złość.
Bartek również pracuje w barze. Jedną nogą jest już w kasynie. Kilka razy rozmawiał z kolegami, którzy regularnie odwiedzają angielskich bukmacherów i salony gry. Jak sam mówi, do spróbowania hazardu pcha go ciekawość i chęć szybkiej wygranej. – Kilka razy moi znajomi chwalili się, że po wrzuceniu dwudziestu funtów do maszyny wychodzili z kasyna z trzystoma, czterystoma funtami w kieszeni. Dlaczego miałbym nie spróbować?
Ci sami koledzy jednak gorąco odradzają mu zaczęcie przygody z hazardem strasząc długami, stresem i kozetką u psychologa. – Czy nie boję się, że uzależnię się od grania? No, niby boję się, ale mam to d..., jeśli mogę wygrać tyle pieniędzy – mówi.
Imiona niektórych osób zostały zmienione.
Rozpoznaj problem
Na brytyjskiej stronie gambleaware.co.uk w zakładce „Recognise a problem” (pol. rozpoznaj problem) znajduje się prosty test składający się z dziewięciu pytań, które pozwalają stwierdzić, czy dotyczy nas problem uzależnienia od hazardu. Również na stronie anonimowihazardziści.org znajduje się test dwudziestu pytań, które pomagają we wstępnym zdiagnozowaniu choroby.
Gdzie szukać pomocy?
Anonimowi Hazardziści są wspólnotą kobiet i mężczyzn, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, że mogą rozwiązać swój wspólny problem i pomóc innym zdrowieć z nałogu hazardowego. Jedynym wymogiem uczestnictwa w grupie jest chęć zaprzestania hazardu. Nie istnieją żadne opłaty za uczestnictwo w grupach Anonimowych Hazardzistów, utrzymują się bowiem z własnych dobrowolnych datków. Anonimowi Hazardziści nie mają powiązań z żadną sektą, grupą wyznaniową, polityką, organizacją czy instytucją; nie chcą angażować się w jakiekolwiek polemiki. Najważniejszym ich celem jest zaprzestanie uprawiania hazardu oraz pomoc innym nałogowym hazardzistom w zrobieniu tego samego.
Mityng anonimowych hazardzistów w Londynie:
W każdą sobotę o godz. 20:00
Ealing Broadway, Windsor Road, W5 5PD,
przy kościele NMP Matki Kościoła,
email: londyn@anonimowihazardzisci.org
www.anonimowihazardzisci.org
Matematyka kluczem do sukcesu?
Adam grał w kasynach internetowych. Jest jednym z tych, którzy do hazardu podeszli systematycznie i z chłodnym umysłem. Nie jest uzależniony, przestał grać w chwili, gdy doszedł do wniosku, że ryzyko przegranej przewyższa szansę wygranej. Stosując się do kliku żelaznych zasad przez kilkanaście miesięcy wygrał ponad 30 tysięcy złotych. Jak?
– Nie przegrałem, bo nie ryzykowałem, tylko wykorzystywałem bonusy, czyli pieniądze które kasyna dają za rejestrację. Zdałem się również na matematykę i zasady rachunku prawdopodobieństwa. Wiara w intuicję czy przeczucie prowadzi tylko do jednego, do przegranej. Naprawdę, każdy kto nie stosuje właściwej strategii podstawowej do określonego kasyna, przegrywa swoje pieniądze. W długim okresie czasu intuicja czy wiara w przeczucie doprowadzi go do bankructwa. Dla danego rozdania istnieje jedno i tylko JEDNO poprawne zachowanie. Wyliczenia matematyczne nie kłamią. Trzeba zdawać sobie sprawę, ze kasyna mają przede wszystkim zarabiać, to nie instytucje charytatywne. Więc cały czas w mojej głowie świeciła się lampka, że im dłużej gram, tym większe jest prawdopodobieństwo wpadki. Nie ma skutecznych systemów dających wyniki na dłuższą metę – mówi. – W moim przypadku kluczowe okazało się poznanie zasad, jakimi kierują się kasyna. Grałem na małe stawki – do tego potrzeba trochę silnej woli, aby nie zwiększać wysokości zakładu w momencie, kiedy dobrze ci idzie, bo nasza strategia zawali się na łeb. Na pieniądze z bonusów ograłem prawie pięćdziesiąt kasyn. W kilku z nich podziękowano mi za dalszą grę. Również u sportowego bukmachera można zarobić. Trochę w mniej etyczny sposób. Mianowicie obstawiając równolegle u dwóch „buków” i typując przeciwne wyniki w tym samym zakładzie. Wygrałem kilka tysięcy i dałem sobie spokój. Ja po prostu zorientowałem się, że można wyciągnąć z hazardu pieniądze. Jeśli mowa o uzależnieniu, to nie o mnie.
Maciej Ligus
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2009-11-27 12:18:25)
bzdura
"Matematyka kluczem do sukcesu ??" bzdura ... i to totalna ! gdyby tak było jak w tym niby przykładzie Adama to nikt nie organizowałby hazardu bo byłby on dla organizatorów nieopłacalny . To właśnie nieubłagana matematyka sprawia, że wygrywa tylko organizator ...~Pierre Dol Nicki
(2009-11-27 08:58:09)
to ten artykul jest o ludziach uzaleznionych czy to reklama i zacheta zeby obstawiac??~zuzek