KONTROWERSJE 310
700 tysięcy zapodzianych Polaków
W Wielkiej Brytanii trwają poszukiwania 700 tysięcy imigrantów z Europy Wschodniej, głównie Polaków, którzy ponoć wyparowali z tutejszych rejestrów, ale nie zameldowali się w swoich krajach. Prasa podejrzewa „wielką manipulację rządu”, a głównym orężem w walce z gabinetem Gordona Browna stała się... pewna polska badaczka.
Prof. Krystyna Iglicka z Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie znowu znalazła się w centrum medialnej burzy w Wielkiej Brytanii. Jej słowa o „nieprawdziwych” danych udowadniających, że połowa Polaków wróciła z emigracji, sprowadziły na brytyjski rząd falę krytyki i oskarżenia o manipulację statystykami. O „wielkim kłamstwie” piszą przede wszystkim antyimigracyjne dzienniki, chociaż opinie prof. Iglickiej cytują również „Guardian” oraz BBC. Wszystko zaczęło się zresztą od dziennikarzy publicznego radia, którzy w poszukiwaniu powracających Polaków dotarli aż do Warszawy.
W poszukiwaniu „polskiego Graala”
Ostatnim akcentem w debacie o masowych powrotach polskich emigrantów był raport Public Policy Research na zlecenie Komisji Równości i Praw Człowieka. To w nim znalazły się kluczowe dla obecnej burzy dane, z których wynika, że w roku 2008 do domów wróciła połowa spośród 1,5 miliona imigrantów z Europy Wschodniej, którzy na Wyspy przybyli po roku 2004.
Jako że symbolem „nowej imigracji” w UK są Polacy, dziennikarze radia BBC postanowili sprawdzić sytuację u samych źródeł i osobiście udali się do Warszawy, gdzie spotkali się z osobami, które po kilku latach pracy w UK, podjęły decyzję o powrocie do kraju rodzinnego. Jeden z ich rozmówców powiedział, że poważnie zastanawia się nad ponownym wyjazdem na Wyspy. 28-letni Przemysław Szkarnulis przez siedem lat pracował w Londynie jako budowlaniec. Po powrocie do Polski przez pół roku nie był w stanie znaleźć żadnej pracy.
Statystyka prawdę ci powie?
W poszukiwaniu 700 tysięcy Polaków, dziennikarze dotarli również do prof. Krystyny Iglickiej z Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie (CSM). Polska badaczka przedstawiła im zupełnie inne dane na temat powracających emigrantów.
– My ich tutaj nie widzimy. Nie widzimy ich także w innych krajach – powiedziała profesor. Jej zdaniem z danych, którymi dysponuje CSM wynika, że liczba Polaków pracujących za granicą rosła konsekwentnie do roku 2008. Po tym czasie zaczęła spadać, jednak w nieznaczny sposób. Z własnych ocen Iglickiej wynika, że w Wielkiej Brytanii nadal przebywa przynajmniej milion Polaków.
Niechętna imigrantom brytyjska prasa podchwyciła jej słowa i oskarżyła rząd Gordona Browna o manipulację statystykami. „Daily Express” na przykład chętnie uwierzył, że Polaków, którzy wrócili z Wielkiej Brytanii do kraju w roku 2008, było tylko... 22 tysiące. Znowu na podstawie słów badaczki z CSM.
– Za rok ubiegły mamy niepodważalne statystyki, dające nam liczbę 22 tys. Polaków, którzy wrócili z emigracji, głównie z Wielkiej Brytanii i Irlandii, oraz zarejestrowali się w urzędach pracy – cytuje słowa prof. Iglickiej gazeta.
Nie stają u drzwi pośredniaka
Gdzie więc podziało się tych 700 tysięcy Polaków, którzy zniknęli z rządowych statystyk? Prasa brytyjska jest skłonna twierdzić, że przyczaili się w UK, gdzie postanowili „przetrwać recesję na państwowych zasiłkach”.
– Profesor Iglicka udowodniła jedynie, że powracający emigranci nie stają w kolejce po zasiłki w Polsce – uważa Andrzej Tutkaj, działacz społeczny z Londynu. – Oczywiście, że wracają do kraju, ale zdecydowana większość nie rejestruje się w urzędach pracy po to, żeby przetransferować świadczenia, do których praw nabrali pracując za granicą.
Logiczne? Jak najbardziej, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę naturalną niechęć Polaków do rejestrowania się w jakichkolwiek instytucjach. Badaczka Centrum Stosunków Międzynarodowych upiera się jednak przy swoim zdaniu.
– Brytyjskie dane były oparte na liczbie osób przekraczających granice – to mylne, wliczały np. ruch turystyczny. My mamy dane z GUS i urzędów pracy i wynika z nich, że Polacy masowo z emigracji nie wracają. Brytyjski rząd próbował pozbyć się problemu. Na zasadzie: Polacy to tylko emigranci czasowi, więc nie ma potrzeby wdrażać żadnych programów integracyjnych. A jak Polacy usłyszą, że połowa wróciła już do domu, reszta może pomyśli o tym samym. Tak się jednak nie stało – mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Jeden z naszych czytelników zwraca również uwagę, że dziennikarze radia BBC szukali „zaginionych” Polaków w niewłaściwym miejscu. Nie ma ich bowiem w Warszawie, ale na prowincji. – Niech przyjadą do wschodniej i południowej Polski, do Białegostoku, Radomia, Rzeszowa – proponuje internauta.
Prawda leży pośrodku
Atak na rząd to oczywiście sprawa polityki. Najwięcej dostało się Philowi Woolasowi, ministrowi odpowiedzialnemu w gabinecie Browna za sprawy imigracji. Tymczasem jego komentarz do rewelacji prof. Iglickiej wydaje się najbliższy rzeczywistości. Zdaniem Woolasa prawda leży gdzieś po środku i Wyspy opuszcza więcej Polaków, niż to wynika z polskich danych. Do domów miało już wrócić około pół miliona osób, a w UK nadal pozostaje 700 tysięcy.
– Wiemy, że migracja netto w latach 2007-2008 spadła o 70 tysięcy. Co ważniejsze wiemy też, że liczba obywateli EEA, czyli nowych państw członkowskich Unii, rejestrujących się w pracy w UK spadała w ostatnim roku o około 30 tys. na kwartał – powiedział minister.
Laburzystowski polityk stwierdził również, że w tematyce migracji panuje wiele mitów. Jego zdaniem nie można mówić o ruchu w jedną stronę, lecz raczej o ciągłej cyrkulacji pomiędzy dwoma krajami. Logika i doświadczenie podpowiadają, że może mieć rację.
Adam Skorupiński
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.