Czarne „kabaretki”, koniecznie z oczkiem lecącym wzdłuż łydki, spódniczka, która więcej pokazuje niż zakrywa, krwistoczerwone szpilki, ostry makijaż, tapirowane włosy, a do tego wielkie piersi, idealna figura i wyzywająca pozycja z mocno wypiętym biodrem – kto tak wyobraża sobie londyńską prostytutkę, ten najwyraźniej zna je jedynie z kiepskich filmów. Polskie dziewczyny „na flatach” noszą rozciągnięte dresy, puchate kapcie z Primarku, a włosy spinają gumką recepturką. Robocze ciuchy zakładają pod wieczór.
Kiedy w ubiegłym roku prezenter radiowy Chris Moyles powiedział na antenie, że Polacy są dobrzy w prostytucji, wzbudził tym larum, że hej! Całe rzesze urażonych ustawiły się wtedy w kolejce do oficjalnych przeprosin i na nic zdały się tłumaczenia o satyrycznej konwencji programu, w którym wszystkim dostaje się po równo. Może wszystkim, ale nie nam – Moyles musiał przeprosić za szykanowanie mniejszości, która z prostytucją nigdy nie miała nic wspólnego, brzydzi się nią i usług seksualnych ani nie sprzedaje, ani z nich nie korzysta. Nigdy.
– Zależy, na jaki flat trafisz, ale generalnie po kilku miesiącach to robota jak każda inna – mówi Martina. – Czasem lekka, czasem ciężka, ale za dobre pieniądze i raczej wieczorami, więc w dzień masz dużo czasu. Możesz chodzić do szkoły, uczyć się języka, dzieckiem się zająć... – dodaje pracująca w „branży” Polka.
Czy bywa także przyjemna? – A jak sprzątasz komuś w domu czy w hotelu albo gary zmywasz, to masz orgazm? – odpowiada pytaniem.
Rosół pachnie domem
Zdzisio ma czterdziestkę z coraz większym hakiem i żyje jak ślimak. Nie dlatego, że powoli. 56 mil na godzinę pozwala mu w ciągu dnia przejechać jakieś 450 mil. Teoretycznie, bo jak doliczyć załadunek, przerwy i czekanie na prom, wcale tak kolorowo nie jest. Zdzisio żyje jak ślimak, bo mieszka w skorupie, czyli w kabinie swojej ciężarówki. Ma tam telewizor, mikrofalówkę, sprzęt grający i „kojo” do spania. Na Wyspach jest od czterech lat i nigdy nie wynajmował tu mieszkania. W trasie jest właściwie nieustannie z wyjątkiem tego czasu, gdy jego skorupa idzie do przeglądu czy też wymaga naprawy. Serwis jest w Londynie i zajmuje około dwóch, czasem trzech dni. Wtedy Zdzisio zatrzymuje się u znajomych na Wood Green, ale większość czasu spędza na Tottenham Hale. Z dziewczynami „na flacie”. Płaci ryczałtem – trzy stówki i zostaje ile chce. Dziewczyny Zdzisia znają i lubią, wiedzą też jak mu zrobić dobrze. Jak mają trochę czasu za dnia, gotują mu prawdziwy rosół – na kurze, z kluskami z Asdy, albo robią schabowego z ziemniakami. Rosół Zdzisiowi domem pachnie, a każdy czasem chce mieć jakiś dom. Jak zje, to czasem bierze którąś „na pokój”. Wieczorem piją wódkę, gadają, wygłupiają się, telewizję oglądają. Potem znów idą „na pokój”, żeby się chłop odprężył zanim zaśnie – w prawdziwym łóżku, „kingsajz”, gdzie jest miejsce na kobietę.
Zdzisio dziewczyn z flatu nie nazywa brzydkim słowem na „k”. Często używa go za to w stosunku do swojej byłej żony, która w kraju chce go wsadzić za alimenty. – Dziwka to zawód, k... to charakter – mawia Zdzisio, który dobrze wie, że taka miłość, co to się za nią nie płaci, wcześniej czy później bokiem wychodzi.
Jednorazówki i pierwszaki
Takich klientów jak Zdzisio dziewczyny z flatu na Tottenham Hale mogą ze świecą szukać. Mają paru stałych bywalców, co mieszkają w okolicy, ale prawdziwy ruch w interesie generują „jednorazówki”. To ci, którzy od piątku wieczór aż do niedzieli świętują wypłatę tygodniówki. – Najgorsi są najmłodsi, tacy chłopacy z bloków, co to przyjeżdżają tu na parę miesięcy, żeby na samochód zarobić i myślą, że Londyn to stolica seksu i biznesu – pokpiwa sobie Martina, najstarsza stażem na flacie. – Tacy Bóg wie czego chcą i zazwyczaj źle traktują dziewczyny, bo jak cały tydzień ich w robocie gnoją, to chcą potem innym robić tak samo. A komu mogą, jak nie k...om? – pyta retorycznie. – A jak jeszcze taki coś wypije albo weźmie, to czasem uspokoić nie można – dorzuca.
Klient idealny dla dziewczyn z flatu to taki przed trzydziestką – ciężko pracuje i dobrze zarabia, w Polsce zostawił żonę, a na Wyspach chce od czasu do czasu pobyć z kobietą. I oczywiście nie jest to jego pierwszy raz. Z „pierwszakami” zawsze są kłopoty, bo spięci i się wstydzą. A kto był już wcześniej, wie po co przychodzi i nie oczekuje zbyt wiele. Nie naciska np. żeby zdjąć gumkę, bo w domu czeka ukochana i boi się ją czymś zarazić. Najczęściej zresztą niesłusznie, bo dziewczyny z flatów dbają o higienę w swoim własnym interesie. – Zdarzają się wariatki, które zrobią wszystko, byle zarobić, ale to najczęściej degeneratki z ulicy albo z ogłoszeń w sklepach czy budkach telefonicznych. Jeśli nowa dziewczyna pojawia się na flacie i nie wie, jak na siebie uważać, zwykle koleżanki szybko ją poinstruują – mówi Martina.
Podobnego zdania o bezpieczeństwie w tego typu miejscach jest Waldek z Torunia, który na Wyspach z usług prostytutek korzysta regularnie. – Paradoksalnie płatny seks to najbezpieczniejszy seks – mówi z rozeznaniem. – Jeśli w tak multikulturowym mieście jak Londyn poderwiesz dziewczynę w pubie albo w autobusie, nie wiesz, czy kilka dni wcześniej nie była z innym facetem bez prezerwatywy i nie jest zarażona jakimś diabelstwem. Na flacie to prawdopodobieństwo jest znacznie niższe, bo dziewczynom po prostu opłaca się o siebie dbać. No i one nie tracą głowy w miłosnych uniesieniach. A na dobrą sprawę, jaka jest różnica pomiędzy „one-night-standem” z przygodnie spotkaną dziewczyną a seksem z prostytutką? Dla mnie żadna: koniec końców po prostu idziesz do łóżka z kimś, kogo nie znasz. A finansowo wizyta na flacie zwykle wychodzi taniej – dodaje.
Cierpiętnice i nieszczęśnice
Koszt „godzinki zapomnienia” to w Londynie około 60-80 funtów. Można taniej, bo czas bywa sprzedawany w półgodzinnych setach za 30-40 funtów, lub nawet na kwadranse za ok. 20 funtów. W zależności od lokalizacji dziewczyna z flatu zarabia od 2500 nawet do 5 tysięcy funtów miesięcznie. I to właśnie najczęściej przyciąga je do tej pracy. Nie każda jednak potrafi zostać w niej dłużej niż kilka dni, bo wbrew pozorom na flatach nie pracuje się tylko ciałem. – Cierpiętnice, które „muszą” się puszczać, bo „zmusza je do tego sytuacja finansowa”, zwykle odpadają w przedbiegach albo przestają się oszukiwać. Nieszczęśliwie zakochane, które zostawił chłopak i chcą mu zrobić na złość odmrażając sobie uszy, idą zaraz po nich. Po pół roku zostają te dziewczyny, które po prostu chcą pracować i dobrze zarobić – mówi Martina.
Według niej „praca jak każda inna” wymaga jednak pewnych predyspozycji. Przede wszystkim odporności psychicznej, mocnego stąpania po ziemi i zamiłowania do imprez, które są nieodłączną częścią tej profesji. Raczej nie poradzą sobie w niej też te dziewczyny, które wierzą w seks jako ukoronowanie opartego na wzajemnym zrozumieniu związku kochających się ludzi.
Osiem na 10 z zagranicy
Ile Polek pracuje na flatach w Wielkiej Brytanii czy choćby w samym Londynie? Jednoznacznie stwierdzić tego nie sposób, bo nikt nie prowadzi statystyk z podziałem na narodowość, a i same dziewczyny raczej nie wpisują tego w CV. Jak podaje „The Independent”, w samym tylko Londynie pracuje ogółem ok. 8 tysięcy prostytutek, z czego blisko 80 proc. to dziewczyny z zagranicy, w ogromnej większości pochodzące ze wschodniej Europy i Azji.
Szacuje się, że wśród mieszkanek Londynu jedna na każde 300 kobiet próbowała lub przez jakiś czas pracowała jako prostytutka. Dziewczyny z flatów zdają się to potwierdzać. Rotacja w zawodzie jest duża, wiele młodych Polek próbuje swoich sił w tej profesji i odpowiada na pojawiające się co rusz w prasie ogłoszenia. Ten „narybek” stanowi łakomy kąsek dla właścicieli przybytków rozkoszy, bowiem i w tej branży w modzie są „depozyty”, czyli tydzień lub dwa pracy za darmo lub opóźnienia w płatnościach. Dzięki stałemu naborowi flaty wciąż mają w swej ofercie nowe dziewczyny, z których większość nie pojawia się w pracy następnego dnia i nigdy tam nie wraca, choćby po odbiór wynagrodzenia.
Boom na nostalgicznych
Istny boom polski seksbiznes na Wyspach przeżywał około 2005 roku. Wtedy w pogoni za nowym, lepszym życiem do Wielkiej Brytanii ściągały masowo obydwie grupy ludzi, dzięki którym mógł on nabrać rozpędu. Na Wyspy jako pierwsi ruszali mężczyźni, znajdowali pracę, zarabiali i z czasem zaczynali czuć się samotni. Nieznajomość języka i obawa przed obcymi pchała ich w objęcia prostytutek, które przynajmniej mówiły w ich języku. Tych też nie brakowało, bo wielki świat kusił zarazem sporo młodych kobiet, które z dala od karzącego wzroku sąsiadów i proboszcza mogły szukać własnej drogi do sporych i szybkich pieniędzy. Niektóre znalazły.
– Wiele dziewczyn, które zaczynały na flatach, prowadzi dziś na Wyspach własne biznesy – mówi Martina. – Inne wróciły do kraju, wyszły za mąż, mają dzieci...
Nie wszystkie jednak miały tyle szczęścia, bo ten medal miewa i drugą stronę. – Na nasz telefon zaufania dzwonią dziewczyny, które próbowały prostytucji lub uprawiają ją tylko od czasu do czasu, np. po godzinach, żeby dorobić do pensji – mówi Grażyna Czubińska z Polskiego Centrum Zdrowia Seksualnego w Londynie. – Zwykle czują się winne. Są wśród nich takie, które w Polsce zostawiły mężów lub chłopaków. Bywa jednak i tak, że prostytucji towarzyszą inne patologie, jak narkomania, alkohol czy przemoc. Wtedy trudniej pomóc, bo te czynniki trzymają kobietę jakby w zaklętym kręgu – dodaje.
Dla słabszych psychicznie kobiet prostytucja może być niebezpieczna. Często powoduje depresję, może też sprawiać trudności w budowaniu zdrowych relacji rodzinnych. Sporo zależy tu jednak od cech indywidualnych, bo – jak mawiają dziewczyny z flatu do swych mniej doświadczonych koleżanek – brzydzisz się krwi, chirurgiem nie będziesz.
Rynek na seks zaczął się psuć około roku 2008. Sporo Polaków wróciło wtedy do kraju, do innych przyjechały żony i dziewczyny. Dziś emigrantów, którzy samotnie wyruszyli w świat za chlebem, nie spotyka się już na taką skalę. Kamyczek do ogródka dorzuciła też konkurencja z „jeszcze dalszego wschodu”, który znalazł się w UE w 2007. Bułgarki i Rumunki psują standardy, godząc się na więcej za mniej. – Jeszcze kilka lat temu seks bez zabezpieczenia czy analny był w tym biznesie kosztownym urozmaiceniem – mówi na łamach „The Guardian” detektyw inspektor Dick Powell z zajmującej się prostytucją komórki Scotland Yardu. – Dziś jest oferowany powszechnie, często nawet za tę samą stawkę.
1000 funtów i donos do żony
Sytuacji na polskim seks-rynku nie poprawią też pewnie nowe przepisy, nad którymi właśnie debatuje Izba Lordów. Zgodnie z nimi przyłapani „na flacie” klienci będą mogli dostać nawet do 1000 funtów grzywny, a w pakiecie sankcji dodatkowych, poza np. utratą prawa jazdy, ma się też znaleźć... wstyd. Władze będą bowiem o rozrywkach sprawcy powiadamiać jego pracodawcę oraz rodzinę. Ta regulacja ma zapobiec patologiom związanym z prostytucją na Wyspach, w tym handlowi ludźmi oraz powszechnemu ponoć wykorzystywaniu prostytutek przez właścicieli agencji i klubów. Obszerny raport w tej sprawie, który stał się najdonośniejszym głosem w brytyjskiej debacie o prostytucji, wyszedł spod pióra Poppy Project, organizacji broniącej praw kobiet. Znalazły się w nim zatrważające statystyki i dane uzyskane od policji. Według nich ogromna większość prostytutek to bezbronne ofiary chciwych przestępców, które są do nierządu zmuszane szantażem i bezwzględną przemocą.
O to, że prawdy w tym niewiele, oskarżyły Poppy Project... same prostytutki – te zrzeszone w English Collective of Prostitutes. Ich tropem podążył utytułowany dziennikarz Nick Davies, który na łamach „Guardiana” opisał mechanizm manipulowania danymi zarówno przez żądnych sukcesu policyjnych statystyków, jak i przez organizacje charytatywne.
Póki co w tym miejscu debata utknęła, ale polskie dziewczyny z flatów z obawą patrzą w przyszłość. Wiedzą, że tu – inaczej niż nad Wisłą – prawa się przestrzega, a perspektywa obciachu i „criminal record” może skutecznie studzić chucie. W kłopocie będzie i Zdzisio. Jak straci prawo jazdy i zamkną mu flat na Totenham Hale, to co mu w życiu zostanie?
Prostytucja a prawo w UK
W Wielkiej Brytanii sama w sobie prostytucja jest legalna, choć poza granicami prawa znajduje się wiele towarzyszących jej zjawisk. Kobiecie wolno sprzedawać usługi seksualne, ale nie wolno robić tego w miejscach publicznych, nie wolno też oferować takich usług postronnym osobom. Nielegalne jest też posiadanie agencji towarzyskich. Prawo precyzuje, że prostytutka może pracować w lokalu, ale gdy jest tam sama. Dwie dziewczyny „na flacie” to już dom publiczny. Karane na Wyspach jest też także poszukiwanie prostytutki, czyli tzw. kerb crawling – powolna jazda samochodem w dzielnicach znanych ze stojących na ulicach prostytutek.
Prostytucja wśród imigrantów
Chcąc lepiej zrozumieć relacje między seksbiznesem a imigracją, London Metropolitan University przeprowadził badania wśród pochodzących z zagranicy londyńskich prostytutek. Kluczowe wnioski są rażąco odmienne od tych, na których swój raport oparło Poppy Project. Wynika z nich m.in. że:
- ogromna większość emigrantek pracujących w seksbiznesie nie została zmuszona do prostytucji, ale świadomie wybrała ją jako alternatywę dla innych, niskopłatnych prac, które mogłyby narazić je na wykorzystywanie i złe traktowanie przez pracodawcę;
- motywacją do podjęcia pracy w seksbiznesie jest najczęściej chęć pomocy rodzinie w kraju pochodzenia oraz chęć realizowania swoich marzeń i planów (dom, edukacja, własny biznes)
- prostytutki tylko incydentalnie doświadczają przemocy lub innych nadużyć ze strony klientów czy pracodawców. W większości te relacje układają się poprawnie;
- dla tych, którym jednak się to zdarzyło, najpoważniejszą barierą powstrzymującą je przed zgłaszaniem tego lub szukaniem pomocy jest społeczna stygmatyzacja prostytucji i związany z nią wstyd;
- większość „working girls” jest zdania, że zaostrzenie przepisów dotyczących prostytucji spowoduje jej zejście do podziemia, przez co zwiększy potencjalne ryzyko stosowania nielegalnych praktyk wobec nich samych.
Źródło: „Migrant Workers in the UK Sex Industry” by Nick Mai, Institute for the Study of European Transformations, London Metropolitan University
Dominik Waszek
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2010-02-01 22:43:02)
< chodze do kosciola..>tak Pani Ania napisala i chyba tylko chodzi bo jej wypowiedz na wierzaca chrzescijanke nie wyglada.. troche wiecej szacunku Pani Aniu i prosze sie modlic w kosciele bo chyba po to sie tam chodzi... Nie zgadazm sie tez z Pania ze zwiazek z Polakiem gwarantuje szczescie jak wynika z Pani wypowiedzi...~Gosia
(2010-01-31 11:10:29)
Polka dla Polaka
Ja sie zgdzam z patriota.Mam dosc zaczepek od grilowanych i spalonych ktorzy sadza ze kazda polka tylko szuka malpy na chlopaka albo ze kazda jest szmata i sprzedaje dupe!Ja mam meza Polaka i jestem naprawde szczesliwa.Pracuje w przedszkolu,chodze do kosciola mam mnostwo znajomych i przyjaciol w Londynie.Jestem szanowana.I kiedy wroce do Polski wybuduje dom i bede miala biale dzieci a nie malpki.Znam pare Polek ktore zniszczyly sobie zycie przez puszczenie sie ze spalonymi.Grilowni to najwieksi klamcy na swiecie.A biali mowi ze najbardziej falszywi na swiecie.Paki-fuckyKazdej sznujacej Polsce radze znajdz porzadnego faceta z wlasnego kraju a bedziesz szczesliwa.Szukaj nie bierz smiecia bo tego tez u nas nie brakuje.A temu z piekarni to radze do szkoly bo uwazam pisze sie przez z z kropkom a potem wpisuj sie glombie na forum.Pozdrawiam Polakow i szanujace sie Polki.~Ania Londyn
(2010-01-28 22:33:30)
hanbia nas!
Wszyscy "normalni" (henia i innych wykluczam) wstydzimy sie za te wszystkie szmaty i za to co nam biali i kolorowi mowia.Ja pracuje w Sainsbury's na eksponowanym stanowsku a biali mi opowiadaja zart:co to jest materac dla czarnego na kilka miesciecy?Lub biala dla czarnego?A odpowiedz kazdy zna polska szmata z hivem.Pluje na was szmaty ktore gardzicie praca i sprzadajecie swoje dupy!A wam panowi radze nigdy dziewczyny lub zony z wyspy bo psy po smietnikach to ciagaly.Chyba ze wiecie ze panienka pracowala uczciwie.A szmatom zyczymy aidsa i kily i szybkiej smierci w nieslawie a po smierci piekla za wstyd i opinie!~Patriota UK
(2010-01-30 21:19:05)
towar
ja pracuje w piekarni w londynie od kilku lat ale takich durnych "kawalow nigdy nie slyszalam".~madi
po drugie uwarzam ze zachowujesz sie patrioto bardzo solidarnie co do panow bo czy te"szmaty" nie usluguja czasem panow.