12.03.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
OBYCZAJE 310

Ekopolak z odzysku

Ekopolak z odzysku Wyprowadzanie psa do parku?! Niech szybko się załatwi, strażników nie widać. Segregowanie śmieci? Tak, ale nie bądźmy ortodoksami, czarny worek pochłonie wszystko. Guma wyleciała na chodnik? Spokojnie, niech leży – ludzie zadepczą. Plastikowe torby na zakupach? Niech będą, pewnie w domu się przydadzą. Polskie zachowania na Wyspach dalekie są od wzorca, choć – przyznać trzeba – wielkich powodów do wstydu nie mamy.

O tym, że „ekologia na co dzień” bywa potrzebna, człowiek pamięta głównie wtedy, gdy przychodzi mu za nią zapłacić. Popyt na plastikowe torby zmalał na świecie nie dlatego, że nagle uświadomiliśmy sobie np. fakt, iż morskie żółwie biorą je za meduzy i łykając giną w męczarniach. To zwyczajne zakaz ich rozdawnictwa w supermarketach, gdzie trzeba za nie zapłacić, przyczynił się do wzrostu świadomości ekologicznej. Jeśli jednak zachowanie ekologiczne wymaga trudu albo nie jest związane z jakimkolwiek nakładem, to rychło wychodzi z nas natura śmieciarza. Z nas – ludzi. Bo choć „Polakom na Wyspach” zarzucić można wiele, to z pewnością nie przodujemy w tych niechlubnych rankingach.

Ekologiczni nadgorliwcy

Oczywiście przyznać sprawiedliwie trzeba, że Polaków moda na ekologię nigdy nadzwyczajnie nie fascynowała i wiele wskazuje na to, że doskonale moglibyśmy się bez niej obyć wystawiając rachunek następnym pokoleniom. Pobocza polskich dróg do dzisiaj straszą, worki ze śmieciami spotykane w lasach nie są żadnym niecodziennym znaleziskiem, a zużyta opona stercząca z najmniejszego leśnego bajora świadczy o tym, że długa jeszcze przed nami droga. Żółte, tłuste dymy wzbijające się w niebo z osiedli domków jednorodzinnych nie są również zimą widokiem niezwykłym.

Jednak poza granicami kraju – być może bojąc się kar wymierzanych w funtach czy euro – mobilizujemy się i stajemy nadzwyczaj ekologicznymi. – Polak za granicą generalnie od razu przemienia się w Europejczyka. Stara się przestrzegać wszystkich przepisów z zacięciem neofity. Ba, przestrzega ograniczeń szybkości jadąc samochodem, bo zaraz przelicza mandaty na złotówki, a to mnożenie jest bardzo nieprzyjemne – tłumaczy przemianę Andrzej Szozda, fotograf z Poznania. W jego opinii poza granicami kraju zachowujemy się poprawniej i w sposób daleko bardziej cywilizowany niż będąc „na własnych śmieciach”. Martyna Zimniewska z Edynburga potwierdza to spostrzeżenie wyciągając oskarżycielsko palec w stronę rodowitych mieszkańców Wysp.

– Polacy bez względu na to, jak długo mieszkają w Wielkiej Brytanii, to i tak nie mogą się przyzwyczaić do widoku tutejszej młodzieży nagminnie i beztrosko wyrzucającej śmieci gdzie popadnie – na chodnik, na trawnik, do rzeki, przez okno, na sąsiednie miejsce w autobusie. To dla nas prawdziwy szok kulturowy, który chyba każdy przeżywa po przyjeździe do Wielkiej Brytanii. Nie wiem, czy nie większy niż widok osobnych kurków z zimną i ciepłą wodą. Tej nabytej czystości młodzi Brytyjczycy mogliby się od nas uczyć – dodaje.

Jej kilkuletnie obserwacje rodaków w Edynburgu i Londynie pozwalają stwierdzić, że „zakręcamy wodę podczas mycia zębów, gasimy światło wychodząc z pokoju, a do marketów, które za reklamówki pobierają opłaty coraz częściej zabieramy własne torby”. Ale jeśli wymiernej korzyści nie ma albo na horyzoncie pojawia się konieczność dopłaty za bycie eko, to polski entuzjazm słabnie. – Nie jesteśmy zainteresowani żywnością z ekologicznych upraw, produktami fair trade czy odzieżą z organicznej bawełny. Ale nie marnujemy prądu, wody ani żywności, naprawiamy stare sprzęty zamiast biec od razu po nowe, a odwiedzając Polskę odruchowo szukamy osobnych pojemników na papier i plastik – dodaje Zimniewska.

Jesteśmy tylko gośćmi


Ekologia na co dzień to znaczne koszty i to nie tylko te, które zawierane są w karach za dane wykroczenie. – Jaka to sztuka być ekologicznym, kiedy się jest bogatym? – stawia retoryczne pytanie Jerzy z Dublina wskazując swój samochód. Dziesięcioletni volkswagen, czerwony, pali 8-9 litrów na sto. – Myślisz, że nie chciałbym mieć nowego, tańszego w eksploatacji i palącego mniej?! Ale na taką ekologię po prostu jeszcze mnie nie stać – zauważa, choć zdaje sobie sprawę, że w tym przypadku „ekologicznie” równałoby się „taniej”.

Bezpośrednio takiego przełożenia nie widzimy oglądając w supermarkecie jajko z farmy ekologicznej, które kosztuje trzy razy tyle, co jajko „przemysłowe”. A i kurczak, który za życia choć raz widział słońce i miał okazję przespacerować się na powietrzu, trafi jedynie do garnka kogoś, kto zakłada dwie rzeczy: że będzie smaczniejszy oraz że za te 10 funtów chroni się przy okazji ekosystem.

Co ma ekologiczny kurczak do ekologii? Ano to, że „to nie transport jest największym źródłem emisji gazów cieplarnianych, ale właśnie produkcyjna hodowla zwierząt” – od lat podkreśla prof. dr hab. Piotr Tryjanowski z Instytutu Biologii Środowiska UAM. To właśnie fakt, że na przemysłowych farmach zwierzęta muszą jeść, trawić i wydalać, a ich żywienie i eliminowanie ich ekskrementów stanowią coraz większe obciążenie dla globalnego środowiska naturalnego, wpływa bezpośrednio na kondycję naszej planety, z czego jej mieszkańcy rzadko kiedy zdają sobie sprawę.

Nikt nie wymaga od nas, byśmy wiązali losy torby z supermarketu ze śmiercią żółwia skórzastego czy analizowali ze skupieniem mapy przestrzeni ogołoconych z amazońskiej puszczy. Jednak zwykły szacunek dla drugiego człowieka nie powinien nam pozwalać na umieszczanie butów na siedzeniach autobusowych, na marnowanie dziesiątek papierowych ręczników w publicznych toaletach czy na rzucanie niedopałków wprost pod nogi. Zwykłe „bycie uważnym” przedłuża życie Ziemi, a nie wolno zapomnieć, że jesteśmy tylko jej chwilowymi lokatorami.

Jacek Rujna

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Brak komentarzy.