– Sytuacja jest tragiczna. Widziałem wiele śmierci, ale jeśli zobaczę ludzi umierających z głodu, to nie wytrzymam psychicznie – mówi w rozmowie z „Gońcem Polskim” haitański ksiądz, Padre Yvan. Możemy pomóc. W najbliższą niedzielę w kościele św. Andrzeja Boboli na londyńskim Hammersmith odbędzie się koncert charytatywny dla jego parafii na Haiti.
Gdy 12 stycznia nad ranem na Haiti zatrzęsła się ziemia, cały świat zwrócił swoje oczy na jedno z najbiedniejszych państw świata. Rozmiary tragedii po potężnym trzęsieniu o sile ponad 7 stopni w skali Richtera, które zmiotło Port-au-Prince, są przytłaczające. Z najnowszych informacji, jakie docierają z Karaibów wynika, że w samej tylko stolicy pod gruzami zginąć mogło około 150 tysięcy osób.
Pomoc skoncentrowana została na Port-au-Prince. Po dwóch tygodniach, które upłynęły od katastrofy, na wyspie wciąż są jeszcze miejsca pozostawione samym sobie. Ludzie, którzy tam przebywają, powoli tracą jakąkolwiek nadzieję na ratunek.
– Sytuacja jest naprawdę tragiczna – głos w słuchawce z trudem przedziera się przez szumy i trzaski. Słowa docierają z kilkunastosekundowym opóźnieniem, jakby wypowiadająca je osoba znajdowała się na jakiejś odległej planecie, a nie na wyspie, którą oddziela od nas „zaledwie” kilka tysięcy mil oceanu. Po drugiej stronie linii znajduje się Padre Yvan, misjonarz z oddalonego od stolicy Haiti o 80 km miasteczka Miragoane.
– Do dzisiaj nie dostaliśmy jeszcze żadnej pomocy – Padre Yvan mówi spokojnie, powoli. Czuć, że jest zmęczony. W trakcie trzęsienia ziemi tylko na terenie jego parafii zniszczonych zostało 851 domów. Tragedia nie ominęła również samego duchownego. Na liście zaginionych znajdują się jego siostry i bracia.
– Jeszcze niedawno ludzie dzwonili spod gruzów i błagali o pomoc. Teraz już nie odbierają telefonów – mówi. Padre Yvan bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że tamtym nieszczęśnikom już się pomóc raczej nie da. Zresztą nie za bardzo ma teraz czas dla zmarłych. Jego największą troską jest teraz pomoc żywym. Ksiądz przyjął pod swoją opiekę 60 dzieci ze zniszczonego przez kataklizm sierocińca. Dzieciaki mieszkają na dziedzińcu pod gołym niebem. Sam kościół na schronienie się raczej nie nadaje. Kiedy ziemia się zatrzęsła, od budynku oderwały się elementy tak wielkie, że teraz pięciu mężczyzn razem nie jest w stanie ich ruszyć. Zresztą nawet gdyby konstrukcja świątyni nie została naruszona, i tak nikt nie chciałby w nim zamieszkać. – Ludzie boją się wracać do domów – mówi ksiądz. – Całe miasto śpi na ulicach. Codziennie przychodzą nowi ludzie. Proszą o pomoc – opowiada.
Do miasteczka nadciągają ocaleni z Port-au-Prince. Ludzie opuszczają zniszczoną stolicę w nadziei, że poza nią będzie im łatwiej przetrwać. Całymi grupami przychodzą do Miragoane i przekonują się na własne oczy, że tutaj sytuacja jest dokładnie taka sama.
– Wielu z nich jest rannych, jednak lokalny szpital nie jest w stanie przyjąć ich wszystkich – mówi ksiądz i po chwili dodaje, że do momentu naszej rozmowy wciąż jeszcze nie wszyscy doczekali się pomocy lekarza. – Na ulicach leżą ludzie, którym nadal nikt nie poskładał połamanych kończyn – opowiada. – Ludzie godzinami wiją się z bólu. W ich rany wdała się gangrena, ale nie ma tutaj nikogo, żeby je opatrzyć – dodaje. W sumie na terenie jego parafii znajduje się kilka obozów, w których zamieszkało ponad 300 uchodźców. – Przynajmniej 96 spośród nich wymaga natychmiastowej interwencji lekarza – mówi.
Teraz największym zmartwieniem Padre Yvana jest wykarmienie ich wszystkich. Oprócz sierot i uchodźców pod swoją opieką duchowny ma jeszcze staruszków, którymi parafia opiekowała się jeszcze przed trzęsieniem. – Niestety zapasów wystarczy nam jeszcze najwyżej na dwa dni – mówi. Sam nie chce się nawet zastanawiać, co będzie później. – W ciągu ostatnich dwóch tygodni widziałem wiele śmierci, jednak boję się, że jeśli zobaczę ludzi umierających z głodu, to mogę tego psychicznie nie wytrzymać – dodaje.
Pomóżmy parafii w Miragoane
Dwa lata temu Padre Yvan złożył wizytę w polskiej parafii św. Andrzeja Boboli w Londynie. Później odwiedził również Polskę. Osoby, które w tym czasie go poznały, postanowiły, że nie powinny go pozostawiać sam na sam z nieszczęściem, jakie dotknęło jego kraj. Z Padre Yvanem skontaktował nas Sebastian Książek z zespołu Dei Trust, który haitańskiego księdza spotkał przed laty na misji w Gujanie Francuskiej. Już w najbliższą niedzielę, 31 stycznia o godzinie 18 w kościele św. Andrzeja Boboli na Hammersmith odbędzie się specjalny koncert, którego cały dochód zostanie przekazany na pomoc parafii z Miragoane.
– Spodziewamy się wielu gości. Z tego, co wiemy, to w mieście Miragoane działa nadal biuro Western Union i tą drogą możemy pomóc wszystkim tym, którzy przyszli po ratunek do Padre Yvana i do parafii Miragoane – mówi Książek. Na dobry początek sami członkowie zespołu Dei Trust zebrali wśród siebie 1200 funtów. Również proboszcz parafii przekazał na rzecz akcji comiesięczną tacę, która zazwyczaj przeznaczona jest na remont kościoła. – W ogóle nie przyjmujemy do myśli, że może się nie udać – dodaje.
Uwaga! Członkowie zespołu Dei Trust apelują wszystkich, którzy nie są w stanie dotrzeć na niedzielny koncert, a chcieliby włączyć się w akcję pomocy, o kontakt w kancelarii lub zakrystii kościoła Św. Andrzeja Boboli: 1 Leysfield Road, London W12 9JF lub pisząc na e-mail: deitrust@mail.com.
Jakub Ryszko
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.