03.09.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
FELIETONY 311

20 lat ekstremy na leżaku

20 lat ekstremy na leżaku

Larry Walters mieszkał sobie w Los Angeles i pewnie niewielu dowiedziałoby się o nim, gdyby nie wyczyn, dzięki któremu stał się swego rodzaju symbolem. Larry od dzieciństwa marzył o karierze pilota i w związku z tym nawet podjął próbę służby w lotnictwie. Niestety, nie kwalifikował się z powodu poważnej wady wzroku i z doznaniami lotnika musiał się pożegnać. Do czasu wszakże, do czasu.

Myśl o lataniu prześladowała go każdego dnia, a i w nocy zapewne przez sen wydawał z siebie dźwięki przypominające pikowanie jakiegoś F-16. Pewnego razu siedząc w ogrodzie i obserwując przelatujące samoloty – wymyślił.

45 metrów sześciennych helu

Zakupił oto od wojska czterdzieści pięć meteorologicznych balonów i przywiązał je wszystkie do swojego (jeszcze zakotwiczonego) „bardzo wygodnego leżaka”, w którym zazwyczaj oddawał się kontemplacji przelatujących samolotów. Każdy z półtorametrowej wielkości balonów napełnił helem, potem przyniósł z domu kanapki, browary i wiatrówkę, umieścił się na leżaku i kazał kolegom odczepić cumy.

Opowiadał potem, że zamierzał pobujać się nad Miastem Aniołów, ot – kilkanaście metrów nad ziemią, pozdrowić sąsiadów i wzbudzić aplauz Pameli Anderson przelatując nad plażą. Lądowanie miało odbyć się dzięki wiatrówce – z niej zamierzał strzelać do kolejnych balonów.

W życiu jest jednak i tak, że czasem wywołane przez nas samych zdarzenia przerastają dostępną nam wyobraźnię i nic nie toczy się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Z Larrym było podobnie: odcumowany od pnia jakiegoś grubego drzewa wystrzelił w powietrze, bo 45 metrów sześciennych helu (balony miały pojemność jednego metra) wieloryba może by nie wyniosło pod niebo, ale Larrego – owszem.

Jego leżakolot przestał się wznosić na wysokości pięciu kilometrów i z tej wysokości Larry uznał, że nieroztropnie będzie strzelać do balonów, by poprzez to nie stracić stabilności leżaka. Dryfował, zjadł kanapki i wypił browara. Na lotnisku przygotowywano już akcję ratunkową, bo Larry wszedł w awaryjny korytarz powietrzny startujących samolotów i został wykryty przez służby. Nim to jednak się stało, wypiwszy wszystkie browary, nabrał animuszu i zestrzelił kilka swoich balonów.  Dzięki temu rzeczywiście dostojnie opadł na ziemię, na której czekała już na niego policja. Jeden z dziennikarzy zdołał zapytać: – Ale dlaczego?! A Larry odparł: – Przecież człowiek nie może siedzieć bezczynnie całymi dniami!

Wysadzanie koszar wyszło z mody

Historia Larrego nasuwa się w związku z doniesieniami prasowymi z Belfastu. Stolica Irlandii Północnej stanowiła nie tak dawno jeszcze miejsce mało sympatyczne i to nie tylko z uwagi na ciągłe opady. Belfast kojarzył się w Europie ze stocznią, gdzie zwodowano Titanica oraz z tyglem, w którym kotłują się katolicy z protestantami wysyłając się nawzajem na tamten świat przy pomocy bomb i szybkostrzelnej broni. Polityka odprężenia, ogólne europejskie skumplowanie się państw i czas prosperity odsunęły nieco na bok międzyplemienne waśnie i Belfast stał się w miarę normalnym, europejskim miastem.

Irlandzka Armia Republikańska (IRA) rozbroiła się i w ramach Sinn Fein poszła w krawaciarską politykę, a powstała obok Prawdziwa IRA (RIRA) straciła impet, skalę i społeczne poparcie dla organizowanych przez siebie zamachów na Brytów. Cóż zatem zrobiła RIRA? Siadła w ogrodzie na leżaku i pomyślała.

Wyniki tego procesu są zauważalne od kilku lat. RIRA stała się egzekutorem dilerów narkotyków, swoje działania czyszczące przeprowadzając na całej Zielonej Wyspie. Trzy lata temu, gdzieś w centrum Belfastu policja znalazła przykutego łańcuchami do słupa mężczyznę. Miał połamane ręce i nogi, był nagi i – uwaga, polski akcent w Europie albo europejski niegdyś w Polsce – wytarzany w smole i pierzu. Dokładnie tak. Wisząca mu na piersiach tablica oznajmiała: „Jestem pier... dilerem narkotyków”. Na odwrocie podpis: RIRA.

W minionych tygodniach policja ujawniła, że na przedmieściach Cork zastrzelono niejakiego Gerarda Stauntona, który również parał się dochodowym, acz niebezpiecznym zajęciem dystrybucji narkotyków. Zginął w swojej posiadłości mimo tego, że był wcześniej ostrzegany przez RIRA, by się opamiętał. RIRA przy okazji wydała oświadczenie, że inni handlarze narkotykami powinni się zastanowić nad swoim losem dziś, bo jutro może być za późno. Oczywiście żywą jest hipoteza uznająca, że kolejne egzekucje tego typu (a było ich kilka w ostatnich latach) to tylko porachunki gangów, które walczą o kontrolowany teren. Możliwe. Pewnym jest jednak, że o ile wysadzanie w powietrze brytyjskich koszar wyszło z mody, o tyle krwawa walka z dilerami skłania społeczeństwo – zarówno katolickie, jak i protestanckie – do wyrażenia słów aprobaty.

Ech, gdzie ci ekstremiści!

Gdzie tu analogia z Larrym i jego balonami? Przecież człowiek nie może siedzieć bezczynnie całymi dniami! – powiedział Larry. To samo zrozumiała RIRA znajdując dla swojej energii ekologiczną (czytaj: akceptowalną) niszę i nie rezygnując z właściwych swej naturze gwałtownych zachowań.

Szkoda, że po 1989 roku nie zrozumieli tego dawni „ekstremiści z podziemia”, którzy obecnie nie mają w Polsce ani niszy, ani poparcia, ani jakiegokolwiek planu na przyszłość. Niczego nie mają. Prócz kont w bankach, wstydliwych papierów w archiwach, krawatów, browarów i leżaka oczywiście. Ale z balonów zeszło powietrze!

Jacek Rujna

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Brak komentarzy.