15.03.2010  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!
WYWIADY 311

Porozmawiajmy o konkretach

Porozmawiajmy o konkretach Zmiany, zmiany, zmiany. Poland Street ma nowy zarząd, w stu procentach kobiecy. Czy ma jednak też nowe pomysły, nową strategię działania i nowe podejście do świata zewnętrznego? Porozmawiajmy o konkretach. Z Pauliną Pyrkosz, od niedawna przewodniczącą stowarzyszenia.

Burza wokół Poland Street, jak się rozpętała w polonijnych mediach, tak ucichnąć nie chce. Sypią się w niej cierpkie komentarze, szerokimi strumieniami płyną też sprostowania i polemiki – brak jednak komunikacji i rzeczowej rozmowy o roli, w jakiej młoda polonijna organizacja widzi samą siebie. Z Pauliną Pyrkosz rozmawia Dominik Waszek.

Dominik Waszek: Czujesz się liderem? Kimś, kto ma na tyle silny wpływ na ludzi, żeby umieć ich ogarnąć i skierować ich działania w jednym, określonym kierunku?
Paulina Pyrkosz: – Tak, myślę, że mam wizję, którą podzielają także inni członkowie organizacji i choć niewiele czasu upłynęło od wyborów, nie mieliśmy jeszcze zbyt wielu okazji, żeby się spotkać i porozmawiać, to póki co nieźle mi to wychodzi.

Czyli rozumiem, że masz pomysł na Poland Street?
– To był główny powód, dla którego zdecydowałam się kandydować. Kiedy przyłączyłam się do organizacji w 2008, jeszcze przed Projektem 12 Miast, liczyła ona kilkunastu członków...

Czyli Projekt 12 Miast liczbę członków wam podwoił?

– Co najmniej podwoił. Z tego, co wiem, na chwilę obecną jest to 36 osób. mamy też ok. 30 sympatyków, czyli tych, którzy obserwują nasze działania i szukają w nich miejsca dla siebie. Z chwilą, gdy już znajdą, wstąpią w szeregi stowarzyszenia i zaczną je realizować.

No właśnie. Pytanie tylko, w jaki sposób skłonić tych bardzo różnych ludzi z różnymi pomysłami, aby szli w jednym zaprzęgu i mówili jednym głosem. To zadanie dla lidera, masz na to pomysł?
– Mam. Póki co taki, żeby robić to wszystko razem... Przygotowujemy spotkanie, na którym zamierzamy konstruktywnie się zastanowić jak na dzień dzisiejszy każdy z nas widzi Poland Street i zobaczymy, czy uda nam się dojść do porozumienia...

A jeśli nie?
– Nie sądzę, żeby tak było, bo z prywatnych rozmów wiem, że jesteśmy raczej zgodni co do tego, czym jest i jak powinno działać Poland Street.

No właśnie, jak?
– Głównym celem, który nam się na ten rok wyłania, jest integracja Polonii i to na wielu płaszczyznach: tzw. starej z tzw. młodą emigracją, ale także Polaków na Wyspach z Polakami w kraju czy też z tymi mieszkającymi w innych krajach. Generalnie chodzi nam o to, żeby uświadomić nam wszystkim, jak liczną grupą jesteśmy i jak wielki w tej masie może tkwić potencjał...

A nie sądzisz, że to się już stało? Na początku istnienia Poland Street choćby, kiedy odbył się marsz papieski. To było jakieś pięć lat temu...
– Wtedy ten proces się zaczął, ale ciągle nie jesteśmy jako Polonia tak dobrze zorganizowani jak inne mniejszości. Wciąż nie zdajemy sobie sprawy z własnych możliwości, np. z pomocy, jaką możemy otrzymywać od Brytyjczyków na rzecz integrowania Polaków z innymi mniejszościami. Rozpoczęliśmy właśnie realizację projektu, na który otrzymaliśmy środki od councilu Fulham, a którego celem jest zbliżenie mniejszości polskiej z inną grupą etniczną mieszkającą w tej dzielnicy.

Jakieś szczegóły?
– Na szczegóły jeszcze za wcześnie. Projekt będzie realizowany w najbliższych miesiącach i z pewnością będzie o nim głośno...

No, ale możesz chyba zdradzić, jak zamierzacie realizować tę ideę.

– Nie, gdyż  jeszcze dopracowujemy szczegóły. Na razie skupialiśmy się na tym, by otrzymać fundusze na projekt. Teraz będziemy go realizować. Punkt wyjściowy to międzykulturowość.

Chcesz powiedzieć, że poszliście do councilu na Fulham, powiedzieliście „chcemy integrować” i oni dali wam kasę nie pytając, w jaki sposób i co dokładnie zamierzacie zrobić?
– Nie. żłożyliśmy wniosek, który zawierał wszystkie istotne szczegóły projektu, ale nie takie, jak dokładna data i miejsce. Nad tym dopiero pracujemy.

Rozumiem, że ktoś was rozliczy z tych pieniędzy?
– Oczywiście. Po zakończeniu projektu.

Czyli kiedy?
– Mamy sporo czasu na jego realizację. Zdążymy.

Czego twoim zdaniem społeczność polska oczekuje od takiej organizacji jak Poland Street? Czy zastanawiasz się czasami nad tym, że ludzie, których reprezentujecie, czegoś od was chcą?
– Z pewnością nie jesteśmy w stanie sprostać wszystkim takim oczekiwaniom. Z drugiej strony nie jesteśmy jedyną organizacją polonijną na Wyspach. Są też inne, choćby Zjednoczenie Polskie, które od lat podejmuje swoje działania. My wybraliśmy sobie taki kierunek, który naszym zdaniem jest potrzebny Polakom na Wyspach i tak chcemy działać. Ale nie mamy takich aspiracji, żeby rozwiązywać wszystkie problemy Polaków w Wielkiej Brytanii.

Czyli, że niespecjalnie zajmujecie się oczekiwaniami, jakie ludzie, których reprezentujecie, mają wobec was?
– Nie. Uważamy po prostu, że to, co robimy, jest potrzebne Polakom w Wielkiej Brytanii. My też jesteśmy Polonią i bierzemy pod uwagę przede wszystkim potrzeby i oczekiwania tych ludzi, którzy działają w naszych szeregach. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nasze działania nie zadowolą każdego Kowalskiego, ale to nie znaczy, że ten Kowalski nie odniesie z nich żadnej korzyści.

A jakie korzyści może odnieść Kowalski z waszej działalności i ich nie zauważyć?
– Raczej: zauważyć po jakimś czasie. Choćby to jak będzie postrzegany jako Polak, jak będą postrzegane jego dzieci w szkole... To właśnie można uzyskać poprzez działania integracyjne, ich skutkiem będzie bowiem kształtowanie pozytywnego wizerunku Polaków na Wyspach.

Czyli zamierzacie stać się kolejną organizacją polonijną, która dba o wizerunek. Takie już są i działają od lat. Pytanie, czy mogą powstać jakieś inne, z których Polacy mogliby mieć więcej pożytku...
– To jest złożona kwestia i z pewnością ten pożytek nie będzie widoczny natychmiast. Ale mamy nadzieję, że będzie on odczuwalny po jakimś czasie, jako rezultat naszych działań.

A nie czujesz się czasem trochę zawstydzona widząc, że w takich codziennych sprawach to Brytyjczycy dbają o nas Polaków bardziej niż my sami? Np. publikując w prasie polonijnej reklamy swoich kampanii społecznych dotyczących czy to płacy minimalnej, czy BHP, czy innych rzeczy, które mogą dotyczyć Polaków? Oni swoje kampanie tłumaczą na polski, wiedząc o naszej liczebności na Wyspach i płacą grube pieniądze, żeby do nas dotrzeć. Nie wydaje ci się, że to nie oni powinni to robić, że to właśnie organizacje polonijne powinny się tym zajmować?
– Współpracujemy z takimi organizacjami. Z London Citizens, która walczy o godne warunki pracy w hotelach, czy ze związkami zawodowymi, które starają się docierać do Polaków. I staramy się im w tym pomagać.

W jaki sposób im pomagacie na przykład?

– Nie umiem ci tego powiedzieć w szczegółach... Ale staramy się być łącznikiem, pośrednikiem pomiędzy tymi organizacjami a Polakami. Takiego łącznika dotychczas brakowało...

Wróćmy do Projektu 12 Miast. Według waszych oficjalnych oświadczeń uważacie go za sukces. Tymczasem z zapowiadanych 12 miast przyjechało 7, na spotkaniach tłumów nie było, a na konferencjach prasowych zdarzało się, że pytania zadawali wyłącznie sami członkowie Poland Street. Ja mam wrażenie klapy...
Z pewnością to nie była klapa. Ten projekt miał pokazać Polakom na Wyspach, co mają im do zaoferowania poszczególne polskie miasta. I tę rolę spełnił. Inne korzyści, w postaci np. współpracy między polskimi miastami a niektórymi londyńskimi dzielnicami będą pewnie zauważalne w przyszłości.

Dlaczego miasta przestały przyjeżdżać?
– Bo tak z nimi ustaliliśmy. Zmieniła się sytuacja w Polsce, zmieniła w Wielkiej Brytanii i okazało się, że projekt w tej formie nie przynosi spodziewanych korzyści. Dlatego postanowiliśmy go zawiesić i jeszcze raz zastanowić się nad inną i bardziej skuteczną formą. Ale projekt się nie zakończył i z pewnością będzie realizowany dalej, choć inaczej.

A czy to nie jest tak, że po prostu wstyd się przyznać, że Projekt 12 Miast się nie udał i dlatego próbujecie ubrać go w jakieś inne piórka?
– Może inaczej. Nie chcę zdradzać, jak może on być kontynuowany, bo trwają na ten temat rozmowy i nie wiemy, jak się zakończą. Zostańmy więc przy tym, że Projekt 12 Miast będzie kontynuowany, ale jeszcze nie wiemy dokładnie w jakiej formie.

A jaka była twoim zdaniem rola mediów polonijnych przy tym projekcie? Myślisz, że mogły bardziej wam pomóc?
- Z pewnością media mogą być siłą napędową dla jakiejś inicjatywy, mogą też być siłą zaporową. Myślę, że w Programie 12 Miast media mogły być bardziej aktywne, mogły również ten projekt współtworzyć.

A dlaczego nie chciały?
– Chyba dlatego, że media ze swej natury oczekują szybkich i spektakularnych rezultatów. Większą sensacją jest klapa niż sukces, nawet jeśli ma on być odniesiony w szerszej perspektywie czasowej.

A nie sądzisz, że odegrał tu jakąś rolę wasz styl komunikacji z mediami w tamtym czasie? Mówię o tej postawie „uwaga świecie, my Poland Street robimy tu ważne rzeczy, a wy nam macie dać to, to, to i tamto, i to już”?
– Trudno mi powiedzieć, kontakty z  mediami nie leza w gestii  moich zadań w organizacji.

Robi to wasz PR Officer. Nie rozmawiałaś z nim na ten temat, on nie czuje się przynajmniej częściowo odpowiedzialny za medialne fiasko przedsięwzięcia?
– Nie rozmawiałam, ale wiem, że media od początku nastawione były z rezerwą do projektu i przekonanie ich nie było łatwym zadaniem. My informowaliśmy o wszystkim, co robiliśmy, próbowaliśmy także wciągnąć media we współtworzenie pomysłu...

A czy zamierzacie wyciągnąć z tego jakieś wnioski na przyszłość? Czy realizując kolejne projekty, wasza polityka medialna również będzie prowadzona w tym stylu, w jakim była przy projekcie 12 miast?

– Z pewnością wyciągniemy wnioski na różnych płaszczyznach, być może również zwrócimy się do samych mediów, żeby wypracować w przyszłości bardziej skuteczną formę komunikacji...

Dziękuję za rozmowę.



Paulina Pyrkosz

Ma 31 lat, w Londynie przebywa od ośmiu. Pracuje jako analityk systemu w wydziale informatyki, studiuje filozofię z polityką na London Metropolitan University. Działalność w Poland Street rozpoczęła w 2008, w grudniu 2009 zastąpiła Jacka Winnickiego na stanowisku przewodniczącego stowarzyszenia.

Dominik Waszek

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
  • (2010-02-05 09:13:56)
    ~

    widziałam wczoraj program Z daleka a z bliska w TV polonia z udziałem rzeczniczki prasowej Poland Street pani Bąk. I moje wnioski to to że nie warto jej oceniać bo poziom jej rozmowy merytorycznej to zero. Poziom sposobu mówienie (yyyyyyyyyyyyyy) to -1. Więc pani Bąk trochę więcej pokory zanim się pani w tv pokaże. A do PS to poziom waszego rzecznika świadczy o was.
    Komentuj