GALERIA 246
Portrety
Niektóre z postaci na jego portretach przypominają trochę roboty z blachy. Inne są jak wykresy wektorów, jeszcze inne zdradzają satyryczne zacięcie artysty, który był też autorem zjadliwego literackiego portretu brytyjskiej bohemy „Małpy Pana Boga”. Twórcą tych pokazywanych w National Portrait Gallery rysunków i obrazów jest Percy Wyndham Lewis, jedna z ważniejszych postaci brytyjskiej awangardy początków XX wieku.
Choć większość życia spędził w Anglii, Percy Wyndham Lewis z pochodzenia był właściwie Kanadyjczykiem. Urodził się w roku 1882 w Amherst, kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja. Był synem dzielnego amerykańskiego żołnierza zasłużonego w czasie Wojny Secesyjnej. Tata niedługo po ślubie i urodzeniu syna opuścił swą angielską żonę. Mały Wyndham Lewis przybył z matką do Londynu. Wcześnie postanowił zostać artystą. Pewności siebie nigdy mu nie brakowało.
Rogata dusza
Pełen energii i arogancki nie był osobą łatwą we współżyciu. Wyrzucono go z public school w Rugby, a później i z londyńskiej Slade School of Art, do której jako szesnastolatek wstąpił w roku 1898. W ciągu niespełna dwóch lat, jakie tam spędził, udało mu się jednak nawiązać sporo kontaktów, nauczył się też nieźle rysować. Linia pozostała w centrum jego sztuki nie tylko w portretach, które oglądamy na wystawie, ale i w bliskich abstrakcji radykalnych dziełach, jakie stworzył jeszcze przed pierwszą wojną. Zainspirowany krzykliwymi manifestami futuryzmu Marinettiego (po kilku latach spędzonych głównie we Francji i Hiszpanii) postanowił dodać wigoru przykurzonej i konserwatywnej brytyjskiej sztuce.
Vortex – wir, energia i siła
Został wodzem wortycyzmu, ruchu brytyjskiej awangardy, który zapewnił mu sławę. Obecna wystawa pokazuje jednak, że jego wkład w brytyjską sztukę nie kończy się na tej młodzieńczej przygodzie. Nazwę ruchu (od „Vortex”, czyli „wir”) wymyślił zaprzyjaźniony z nim, nieznany jeszcze wtedy nikomu, przedsiębiorczy amerykański poeta Ezra Pound. Sugerowała wigor, energię i siłę zrywającej z przeszłością sztuki, do jakiej tworzenia nawoływali Wyndham Lewis, Pound i ich koledzy, tacy jak malarz Edward Wadsworth, rzeźbiarz Gaudier-Brzeska czy poeta T.S. Eliot. Radykalna przygoda wortycyzmu i jego pisma „Blast” (czyli „Wybuch”) nie przeżyła wojny, ale Lewis nie ustawał w twórczym zapale. Nie tylko malował, ale pisał manifesty, wiersze i artykuły. Pierwsze portrety pokazane na wystawie powstały zaraz po wojnie.
Mistrz dynamicznej linii
Najciekawsze wśród nich to pełne dynamiki wizerunki przyjaciół Pounda, Eliota i Joyce’a. Są tu i inne znane postacie – pisarka Virginia Woolf i przedstawiona w kilku obrazach inna słynna przedstawicielka ówczesnej angielskiej bohemy, poetka Edith Sitwell. Jej duży portret rozpoczęty w roku 1923 ukończył Lewis dopiero w połowie lat trzydziestych. Powraca wtedy do portretów i tworzy najsłynniejszy z nich, wielki wizerunek T.S. Eliota (1938), który przybył na wystawę z Durbanu.
Zmiany stylu artysty od wcześniejszych rytmicznych układów płaszczyzn i linii, po większy realizm w pracach późniejszych widać i w serii autoportretów.
Autoportrety
Od kubistycznych inspiracji chłopięcej niemal głowy artysty z roku 1911 przez zadziorną autokarykaturę „Mr Wyndham Lewis as a Tyro” z 1921, po pełen powagi, niemal tradycyjny rysunkowy portret z opublikowanego w roku 1932 jego portfolium twarzy intelektualnej elity „Thirty Personalities” – wszystkie zdradzają niezwykłą i niespokojną osobowość artysty. Jego pasja i osobiste zaangażowanie we wszystko, czym się zajmował, sprawiają, że po latach zapomnienia przeżywa on swój renesans.
Andrzej Maria Borkowski